Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce

2.09.2019
poniedziałek

Wspomnienie wojenne

2 września 2019, poniedziałek,

Mała historia z okazji rocznicy wybuchu wojny.

Już wyjaśniam sprawę tych trzech wycinków z lokalnego periodyku „Kreisblatt” sprzed lat 80. Rzecz działa się w listopadzie 1939 r.  w Kaliszu, gdzie przed wojną mieszkała część mojej rodziny, czyli prababcia Zosia z dwójką dzieci. Pradziadkiem-legionistą (i lekarzem zarazem) zaopiekowali się już Rosjanie, zgarniając go do Kozielska, skąd trafił do Katynia. Niemcy zaś zainteresowali się dobytkiem prababci-dentystki.

Babcia wspomina, że któregoś dnia poszła na spacer, a jak wróciła, to w przedpokoju zastała umundurowanych i uzbrojonych Niemców, z których jeden, wyraźnie zadowolony, oglądał wyposażenie gabinetu dentystycznego. Przypadł mu on do gustu na tyle, że moja rodzina musiała opuścić mieszkanie, zostawiając wszystko poza rzeczami osobistymi.

Cała ta dość banalna w tamtych czasach historia została udokumentowana we wspomnianym piśmie, zawierającym obwieszczenia okupantów i ogłoszenia. Pierwszy wycinek pochodzi z 9 listopada, sprzed wizyty panów w mundurach. Drugi – z 13 listopada; pan Galantowitz („Reichsdeutscher”) informuje, że przejął praktykę mojej prababci. 16 listopada wzmianka o dr Plewniakowej niknie. Panu Galantowitzowi należy wszakże oddać, że pracował o godzinę dłużej niż moja prababcia.

Jakie były jego dalsze losy – nie wiem. Prababcia po wojnie wróciła do Kalisza i o dziwo odzyskała wyposażenie gabinetu. Kilkadziesiąt lat później jej córka – a moja babcia od Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej dostała skany z „Kreisblattu”; okazało się, że całkiem niedawno plik starych gazet znalazł robotnik remontujący jedną z kaliskich willi i zaniósł je do muzeum.

A notkę tę piszę na biurku, które najpierw było biurkiem pradziadka, potem jakichś hitlerowców, a następnie przez kilkadziesiąt lat służyło mojemu dziadkowi. Tak się to dziwnie plecie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Pana redaktora „Mała historia z okazji rocznicy wybuchu wojny” jest swoista alegoria doswiadczen kilku ostatnich pokolen Polakow. Sam urodzilem sie we Wroclawiu dokad przybyli moji Dziadkowie z amputowanych Kresow. Moja podstawowka miescil sie w gmachu w ktorym w 1944/45 przebywaly polskie kobiety i dzieci wypedzone z Warszawy po powstaniu.

  2. Dołożę swoją historyjkę.
    Pradziadek zginął w wojnie domowej w 1921 roku, zwanej Trzecim Powstaniem Śląskim., zostawiając pięcioro potomstwa. Najstarszy syn wyjechał później do Francji, mój dziadek był przedostatnim. Ostatnia, jego siostra, (ciotka mojej mamy) w czasie drugiej wojny była służącą u zarządcy kopalni.
    Kiedy otrzymała nakaz wyjazdu na roboty do Rzeszy, rodzina zarządcy załatwiła jej wyjazd do swojej rodziny pod Poczdamem (byli to arystokraci).
    Tam ciotka poznała przystojnego oficera Luftwaffe i przeżyli razem 60 lat.
    Tak pokręcone są losy Ślązaków.

css.php