PO zawiodła w sprawie prezydenta Legionowa

Wielu z was, drodzy czytelnicy, zapoznało się już zapewne z wystąpieniem prezydenta Legionowa Romana Smogorzewskiego, bo ostatnio było o nim głośno.

Dla porządku przypomnę jednak, jak się sprawy miały. Smogorzewski – polityk Platformy – na konwencji wyborczej z udziałem m.in. rzecznika PO Jana Grabca, prezentował kandydatów na radnych.

„Jest z Tobą kłopot, bo jesteś trochę za ładna. Ale nie, masz wiele innych walorów…”

„Mamy tutaj dwie najbardziej aktywne, powiedziałbym wręcz, że napalone…”

„Pani od seksu, przepraszam, tak mi się pani kojarzy”.

I tak dalej, i tym podobne. Pan prezydent wyglądał przy tym na zachwyconego swoimi obleśnymi dowcipasami, obleśnie się uśmiechał i obleśnie gestykulował, a mowa jego była nie tylko plugawa, ale i bełkotliwa. Krótko mówiąc, Smogorzewski dał pokaz nieprawdopodobnego prostactwa.

Ale moim zdaniem nie o Smogorzewskiego tu się rozchodzi i nie on stanowi największy kłopot.

Problemy poważniejsze widzę trzy.

Po pierwsze, brak reakcji sali. Nikt Smogorzewskiego nie wygwizdał, nikt nie buczał, nie tupał. Nic nie zrobili przedstawiani przez prezydenta kandydaci. Nie oburzył się Grabiec, ba – wręczył Smogorzewskiemu szablę, choć powinien go nią wypłazować.

Po drugie, milczenie lokalnych mediów obecnych na konwencji.

Po trzecie, bezczynność Platformy. Konwencja legionowska odbyła się 24 września, a Smogorzewski został zmuszony do odejścia z partii 5 października – dopiero, gdy nagranie nagłośnił Stanisław Tyszka z Kukiz ’15. Przez 10 dni chamstwo kolegi nie przeszkadzało? Zaczęło uwierać, jak się media zwiedziały?

PS. Pan Smogorzewski, zamiast skorzystać z okazji, przeprosić i zniknąć z życia publicznego (ha ha ha) pozwolił sobie na komentarz, który wiele mówi o poziomie tej osobistości: „Moim zamierzeniem nie było nikogo urazić, lecz przedstawić ich sylwetki i bardziej luźny i humorystyczny sposób. Niestety, wypowiedzi wyrwane z kontekstu mogą wprowadzać w błąd i mają na celu zdyskredytowanie mojej osoby w oczach mieszkańców w tym gorącym, przedwyborczym okresie. Przepraszam, jeśli ktokolwiek poczuł się urażony moimi słowami”.

To nie są przeprosiny, to wpis zadufka. Który i tak pewnie utrzyma się na stołku.