Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce
Senat

26.09.2018
środa

Senackie dolce vita

26 września 2018, środa,

Jeśli przez ostatnie dwa miesiące czegoś Wam cholernie brakowało, a dziś to uczucie przeszło jak ręką odjął, to zapewne jesteście senatofilami i odczuwaliście tęsknotę za obradami izby wyższej.

Uspokajam, bo mieliście prawo się przestraszyć – nie jest to choroba częsta. Co do mnie, to czuję się na nią uodporniony, a nawet coraz bliższy jest mi pogląd, że Senat, ten śmieszny relikt po rozmowach Okrągłego Stołu, to najbardziej bezużyteczna instytucja w Polsce.

Senatorowie zjechali właśnie do Warszawy po dwóch miesiącach wakacji. Trochę o panoszącym się w izbie refleksji pracoholizmie mówią liczby:

16 – tyle posiedzeń zaplanowanych jest na 2018 r.
46 – tyle dni senatorowie spędzą na posiedzeniach.
17 – tyle inicjatyw ustawodawczych wyszło w tym roku z Senatu.

Ale przecież nie o suche liczby tu chodzi. Senat nie wykazał się w tej kadencji żadną samodzielną aktywnością w żadnej istotnej sprawie. Jak było zapotrzebowanie rządu i Nowogrodzkiej, żeby ustawa szła szybko, to szła szybko. Jak było zapotrzebowanie na poprawki, to były poprawki.

Jak z Sejmu wychodził oczywisty bubel (np. w pierwszej ustawie o SN, która raz mówiła o trzech kandydatach na I prezesa, a raz o pięciu), to senatorowie PiS udawali, że go nie widzą, by nie przedłużać prac.

Senat od czasu do czasu dostaje szanse, żeby udowodnić sens swego istnienia, ale z nich nie korzysta. W styczniu 2018 r. z Sejmu przyszła nowelizacja ustawy o IPN. Przyjmijmy, że posłowie uchwalili ją bezrefleksyjnie i bez świadomości, że grozi pogorszeniem relacji z Izraelem. Ale potem zaczęła się wielka awantura i po kilku dniach fatalne skutki ustawy stały się oczywiste dla wszystkich. Wszystkich z wyjątkiem kilkudziesięciu senatorów PiS, którzy ustawę poparli bez poprawek.

Żeby jeszcze w Senacie toczyły się jakieś dyskusje, żeby rodziły się talenty polityczne, żeby kwitła sztuka przemawiania – ale nie, nie ma co na to liczyć. Jeden marszałek Stanisław Karczewski błyszczy, ale tylko na tle władz parlamentu tej kadencji, a na tle Marka Kuchcińskiego nawet czerń by błyszczała. Paru senatorów wyróżnia się w tej mizerii – Adam Bielan (ale i czeka, żeby czmychnąć do europarlamentu), Marek Borowski, który pracowicie i z poczuciem humoru punktuje PiS, sporo lata po świecie Anna Anders. Może kogoś niesprawiedliwie pomijam. Ale generalnie – bieda.

Najkrócej mówiąc, Senat ma wszystkie wady Sejmu, tylko jeszcze mniej waży i jeszcze mniej może. Taka izba na telefon, której nadmarszałkiem jest Jarosław Kaczyński. Gdy przyszła dyrektywa, żeby odrzucić wniosek Andrzeja Dudy o referendum, to wniosek został odrzucony, a głosowanie starannie wyreżyserowano, tak by mieć pewność, że wniosek padnie, ale żeby zarazem nie było przykrej dla głowy państwa jednomyślności.

Dziś, jak wspomniałem, senatorowie wrócili do pracy po dwóch miesiącach przerwy. Popracują od środy do piątku, a potem – prawie miesiąc wolnego. Akurat na refleksję i zadumę, na co idzie z naszych pieniędzy ponad 200 mln zł rocznie, bo taki jest budżet tej nieszczęsnej instytucji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Anders lata, Karczewski błyszczy – może jedno lata, drugie błyszczy, i tak ich nie oglądam.

  2. Likwidację Senatu zapowiadają kolejne ekipy, przed wyborami. Potem cisza. Senat do likwidacji

css.php