Żebrak smoleński

Miłośnikiem prasy propisowskiej jestem od jej zarania, wiele więc widziałem i niejeden tekst zapisał się na dłużej w mojej pamięci. Dziś od rana chodzi za mną wstępniak Tomasza Sakiewicza z „Gazety Polskiej”.

Sakiewicz najpierw opisuje prześladowania, jakie wycierpiał za poprzedniego reżimu („Z TVP usunięto mnie nagle 9 kwietnia 2010 r. wieczorem”, „zdjęto mój program”, „nieformalnie wydano zakaz wstępu do wszystkich stacji radia publicznego”, „zostałem potępiony przez komisję etyki”, „musieliśmy znosić szyderstwa reżimowej prasy, ale też części prawicowych publicystów”).

Sakiewicz był tak biedny – przez zastraszanie sponsorów i inwestorów – że w Boże Narodzenie rycerze (tak Sakiewicz nazywa swoich dziennikarzy) nie dostali pensji.

Było zatem biednie, ale było i pięknie, bo rycerze walczyli o pomnik smoleński – i w końcu go wywalczyli.

No i wydawałoby się, że jest dobrze, ale znowu jest źle. Miało być TKM, a jest TKO – Teraz, k…, oni. Sakiewicza wciąż gnębią, tym razem swoi.

Streszczenie tych biadoleń nie odda ich istoty, pozwolę więc sobie zacytować kluczowy fragment:

„Przestaję się sam cenzurować co do mojej oceny różnych ludzi, którzy skorzystali na dobrej zmianie. Robiłem to tylko dlatego, że inaczej w sprawie zasadniczej nie mógłbym dotrzymać słowa. Spojrzałem ostatnio na prenumeratę dziennika czy tygodnika. Okazało się, że zdecydowana większość instytucji państwowych nie była w stanie zamówić nawet jednego egzemplarza gazety. Widać, jaki sort ludzi tam siedzi i po co przyszli po stołki”.

Nie wiem, jak to skomentować – poza tym, że nadtytuł rubryki powinien się zmienić z „Wróg ludu” na „Żebrak smoleński”. I że dla prawicy nadchodzą bardzo ciekawe czasy, których patronem będą znane z historii litery A, W i S.