Błędy, wpadki i potykanie się o własne nogi rzadko przynoszą zwyżkę notowań

Jak termometr wskazuje 40 stopni, to większość ludzi kładzie się do łóżka. Można też przyrząd stłuc, oskarżyć jego producenta o spisek i ruszyć z gołą głową w zadymkę. Doświadczenie uczy, że pierwsza metoda przynosi bardziej zadowalające skutki medyczne, druga zaś bywa zawodna.

TVN pokazał wczoraj sondaż, w którym PiS stracił w miesiąc 12 punktów. Skala strat może i zadziwiająca, ale trend jak najbardziej zrozumiały – błędy, wpadki i potykanie się o własne nogi rzadko przynoszą zwyżkę notowań.

Rządzący wyjęli na to ze swego arsenału broń ulubioną – insynuację, czy też, mówiąc po nowemu, dezinformację.

„Chcę tylko powiedzieć, że odnosimy się do wyników badań z szacunkiem i pokorą. Ale wiemy też, jak są prowadzone, dlatego jesteśmy pełni optymizmu” – rzucił Jarosław Kaczyński. A czego nie powiedział prezes, dorzucił Patryk Jaki, którego tytuł „wiceminister sprawiedliwości” wprawia mnie w niezmienne zdumienie. „Wiele wskazuje na to, że ten sondaż mógł być podprowadzany” – rzekł Jaki. Jego zdaniem respondenci w sondażu Kantar MB najpierw byli pytani o nagrody dla ministrów – co stworzyło niekorzystny dla PiS kontekst – a następnie o preferencje partyjne. I stąd tak słaby wynik PiS.

Miałbym parę pytań do pana Jakiego.

1) Co to znaczy „wiele wskazuje”? Jakie konkretnie argumenty przemawiają za „podprowadzeniem sondażu”, poza przekonaniem pana wiceministra?

2) Czy ma Pan jakieś doświadczenia własne z „podprowadzeniem sondażu”, że się z takim znawstwem wypowiada?

3) Czy zasięgnął Pan opinii w Kantarze MB, zanim rzucił Pan tym brzydko pachnącym brązowym czymś?

Uzyskałem w Kantarze zdecydowane zapewnienie, że w każdym sondażu najpierw są pytania o preferencje partyjne, a później wszelkie dodatkowe – w tym przypadku o nagrody. To zresztą abecadło badań.

Powie ktoś nieufny, że Kantar może perfidnie kłamać. Że złośliwie i z premedytacją odwrócili tym razem kolejność pytań, by pognębić Kaczyńskiego i Jakiego. To oczywiście możliwe. Ale zastanówmy się, jakby to wyglądało. Taki spisek to byłoby już spore przedsięwzięcie. W dwudniowym sondażu telefonicznym brało udział ok. 80 ankieterów, ze 20 osób opracowywało wyniki. Wszyscy musieliby trzymać język za zębami. Podobnie jak tysiąc osób – wśród nich ze dwie setki wyborców PiS – do których ci ankieterzy się dodzwonili. No nijak się to nie składa w „podprowadzenie”.

Powiedział kiedyś mądry raper Łona, że w ogóle nie razi go dresiarska przeszłość Jakiego. Bo jak się zastanowić, to lepszy Jaki przed blokiem niż w ministerstwie; ta sama reguła dotyczy Jakiego jako analityka sondaży.