Czynnik X, czyli co spowalnia rekonstrukcję rządu

Gdyby metafora z buldogami i dywanem nie była do cna zużyta, to właśnie od niej zacząłbym tę notkę o PiS w czasie rekonstrukcji.

Od biedy można by też zacząć od powiedzenia Andrzeja Zybertowicza, ilustrującego władzę i ograniczenia władzy prezesa: „Jarosław Kaczyński może podjąć każdą decyzję, ale nie może podjąć wszystkich decyzji”.

Ale najlepiej zacznę od wyznania, że o tym, co kryje się za przewlekaniem decyzji o zmianach w rządzie – nie mam pojęcia. Coś się jednak kryć musi. Dlaczego tak uważam?

PiS jak rządzi, każdy widzi. Jednym się podoba, inni są mniej entuzjastyczni, ale trzeba tej partii oddać, że rządzi w pewnym sensie racjonalnie. Podejmuje decyzje, które podobają się jej wyborcom lub potencjalnym wyborcom (rozdaje pieniądze, nie wpuszcza uchodźców, demontuje sądownictwo i atakuje elity), oraz unika decyzji, które jej wyborcom lub potencjalnym wyborcom się nie podobają. A jak już PiS pójdzie w tym kierunku, to potem się wycofuje (podwyżki dla posłów).

Teraz, bodaj po raz pierwszy w tej kadencji, PiS w oczywisty sposób działa wbrew swoim interesom. Od półtora miesiąca trwa dyskusja o rekonstrukcji. Padają oficjalne deklaracje, które życie weryfikuje negatywnie.

Beata Szydło mówi, że jest po słowie z Kaczyńskim, że w połowie listopada będzie po wszystkim – i nic.

Ryszard Terlecki mówi to samo – i nic.

Media – także prawicowe, a jakże – odwołały już sporą część ministrów, krążą plotki o dymisji samej Szydło. Kochający PiS tygodnik „Sieci Prawdy” zdążył już napisać:

1) że Szydło leci i będzie Kaczyński
2) że Szydło zostaje
3) że Szydło leci i będzie Mateusz Morawiecki.

Równie mocno kochająca PiS (choć gustująca w innych jego obszarach) „Gazeta Polska” skupia się na obronie Antoniego Macierewicza (przed nie wiadomo jakim, ale licznym i potężnym przeciwnikiem) i Kaczyńskiego (przed „Sieciami Prawdy”).

Jakiś wajchowy zagościł w prorządowych mediach i poprzestawiał zwrotnice. Na bocznicy wylądowały teksty chwalące rząd, na łamy wjechały pełne troski artykuły o przyszłości dobrej zmiany.

Wyborcy już to zaczynają czuć, czego dowodzą pierwsze spadki w sondażach. Nastroje są gorsze, zaufanie topnieje, poparcie się kurczy.

I tak wracam do pytania z początku notki – co się za tym kryje? Dlaczego Kaczyński tak zwleka z ogłoszeniem (a może podjęciem) decyzji, ożywiając niezliczone spekulacje? Co jest czynnikiem spowalniającym rekonstrukcję?

Na szybko przychodzą do głowy trzy.

1) Zdrowie prezesa
2) Wahanie prezesa, wynikające ze świadomości, że premierostwo to być może droga bez powrotu
3) Potężny konflikt na zapleczu, który paraliżuje ośrodek decyzyjny.

Jeśli, drogi Czytelniku, jesteś prezesem lub wiceprezesem PiS, to byłbym wdzięczny za telefon z wyjaśnieniem.

PS Z najnowszych plotek wynika, że rekonstrukcja to kwestia kilku najbliższych dni, ale wcale tak być nie musi; a nawet jeśli tak będzie, to pytanie, dlaczego to tyle trwało, nie przestanie intrygować. Zwłaszcza jeśli Szydło przetrwa.