Trzy grosze o rekonstrukcji

„Karp zabrał się za organizację Wigilii” i „Pani premier wsiadła do samochodu, żeby pokazać, że to ona prowadzi, ale kluczyki ma tata” – takie dwa żartobliwe komentarze usłyszałem od ważnych dobrozmianowych polityków w reakcji na wywiad z Beatą Szydło w TVN 24. Pani premier wystąpiła tam dzień po ukazaniu się tygodnika „Sieci Prawdy”, w którym duet Robert Mazurek i Igor Zalewski napisał, że Szydło leci, a Jarosław Kaczyński nadlatuje.

Odłóżmy na bok zabawną paradoksalność sytuacji, w której Szydło idzie do znienawidzonej w PiS telewizji, żeby dementować informacje kochającego ją tygodnika. Paradoksalność to zresztą raczej pozorna, bo wywiad w TVN prowadził ceniony na prawicy Bogdan Rymanowski, a rubryka Mazurka i Zalewskiego – cokolwiek o niej mówić – jest niekontrolowalna. Inni publicyści „Sieci Prawdy” rzucili się zresztą Szydło na pomoc, uciekając się do makabrycznych nieraz sformułowań („Ktoś ma duży apetyt na nową potrawę partyjną, ugotowaną na politycznym trupie Beaty Szydło”).

Ale wróćmy do ad remu. Szydło nie tylko zapowiedziała rekonstrukcję, ale i jej termin („za kilkanaście dni”) dzień po sugestii Adama Bielana, że na zmiany w rządzie przyjdzie poczekać do grudnia. Jest to, tłumaczą moi dwaj rozmówcy, ruch doskonale pozorny. Władza pani premier po wywiadzie w TVN 24 jest identyczna jak przed wywiadem. Innymi słowy, pani premier może odwołać dowolnego ministra, jeśli poprosi o to Kaczyński, nie może odwołać nikogo, jeśli nie poprosi o to Kaczyński i może zachować stanowisko, jeśli tak zechce Kaczyński.

Nawiasem mówiąc, Nowogrodzka dojrzewa chyba do myśli (słusznej zresztą), że rozziew między rzeczywistością (w której decyduje prezes) a konstytucją (w której rządzi premier) robi się przesadnie duży. Ministrowie biegający z byle sporem do Kaczyńskiego niszczą autorytet szefa rządu, co na dłuższą metę jest dla państwa rujnujące. A mamy przecież do czynienia z ekipą państwowców.

Kaczyński nie chce fotela premiera, ale jako wychowanek Wałęsy wie, że czasem się nie chce, a musi.

Zwłaszcza po prezydenckich wetach, które trochę zamazały obraz przywództwa na prawicy.

A co z ministrami? Jeśli Kaczyński wejdzie do gry, zmian będzie więcej. Całkiem nie wykluczałbym nawet dymisji Antoniego Macierewicza, którego ostatnio dopadł straszny pech, bo a to aneksu WSI się nie publikuje, a to przyjaciel traci stołek, a to Smoleńsk jest wygaszany itd.

Kilku ministrów padnie tak czy inaczej. Nie będę oryginalny, nazwiska się powtarzają – Andrzej Adamczyk, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski, pewnie Jan Szyszko. Podobno ratuje się Krzysztof Jurgiel. Ale to stan wiedzy na dziś. Rząd przed swoją drugą rocznicę zafundował nam wiele dni spekulacji.