PiS wcale nie ma problemu krótkiej ławki

Ze wszystkich ataków na PiS najbardziej chybiony i niesprawiedliwy wydaje mi się zarzut krótkiej ławki. Rekonstrukcja rządu – czytam tu czy tam – to pomysł, owszem, świetny i odświeżający, no ale ten deficyt kadr…

Za tym zarzutem kryją się dwa założenia co najmniej dyskusyjne.

Po pierwsze, że na ławce rezerwowej PiS siedzą politycy słabsi od tych na pierwszej linii frontu. A w czym niby Arkadiusz Mularczyk gorszy byłby od, dajmy na to, Witolda Waszczykowskiego? W niczym nie byłby gorszy. W licytacji na najgłupszą reakcję na słowa Macrona obaj wysforowali się na czoło stawki. Nie godzi się mnie rozstrzygać, czy śmieszniejsza była groźba bojkotu francuskich produktów (Mularczyk) czy też ocena, że Francuzi nie są w stanie konkurować z polską gospodarką (Waszczykowski). Czy Mularczyk strzelałby gafy jako szef MSZ? Zapewne tak, ale fizycznie nie da się strzelać ich więcej, niż czyni to nasz obecny Metternich.

Druga sprawa jest jeszcze grubsza, bo zarzut krótkiej ławki wiąże się z tezą, że PiS dba o jakość kadr. Mocno to krzywdzące dla partii, która ministrem środowiska uczyniła Jana Szyszkę, ministrem edukacji – Annę Zalewską, a obronę powierzyła Antoniemu Macierewiczowi.

Fakt, że wiceministrem sprawiedliwości jest Patryk Jaki – lansujący się na Twitterze marzeniem o karze śmierci i torturach dla gwałcicieli Polki – obala wszelkie argumenty o „krótkiej ławce”. Byle hejter mógłby z powodzeniem zastąpić Jakiego, bez żadnej szkody dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć sceptyk wtrąciłby tu, że i bez żadnego pożytku.