Coraz starsi mistrzowie

31-letni Nadal zmienił na prowadzeniu w rankingu ATP 30-letniego Murraya; trzeci jest 36-letni Federer. Nic więc dziwnego, że przed US Open, a po Wimbledonie naszła mnie chęć, by napisać o tym, jak przesunęła się granica starości w tenisie.

W raptem 20 lat dokonała się zmiana fundamentalna. Po Wimbledonie w 1997 r. – to nieodległe przecież czasy Samprasa, Changa, Mustera – w pierwszej setce ATP było tylko pięciu tenisistów w wieku 30+. Najstarszy miał 31 lat.

W 2002 r. trzydziestolatków było 11, najstarszy w pierwszej setce miał 33 lata.

Dekadę temu trzydziestolatków było już 14, seniorem był 35-latek.

Teraz, w ostatnim zestawieniu przed US Open, trzydziestolatków jest aż 42, najstarszy Ivo Karlovic ma 38 lat.

Średnia wieku pierwszej setki w ciągu 20 lat podniosła się o prawie 3,5 roku. Nastolatków nie było wielu i w latach 90., ale graczy w przedziale 20-25 lat ubyło z 57 do zaledwie 21.

Dlaczego tak się dzieje, to temat na większy tekst. Sportowa długowieczność, osiągana coraz doskonalszym treningiem, dietą itp. to ta fajniejsza strona medalu, ale jest i ta brzydsza prawda – młodzi są coraz słabsi, ewentualnie jest ich mniej na starcie, więc i mniej przebija się do czołówki.

Sampras, Becker, Edberg, Chang, Nadal zdobywali swoje pierwsze tytuły wielkoszlemowe przed dwudziestką. Agassi, Federer i Djokovic – krótko po osiągnięciu tego wieku.

Teraz fani zmiany pokoleniowej cieszą się nową generacją – Thiemem (23 lata), Zverevem (20 lat), Kyrgiosem (22 lata). Potrafią w pojedynczych meczach wygrywać z największymi – starszymi od nich o jakąś dekadę – ale żaden z nich nie był nawet w finale wielkiego szlema; najdalej, bo dwa razy do półfinału Rolanda Garrosa dotarł Thiem.

Ciekawe, jak młodzi poradzą sobie w US Open. Czy wyszarpią tytuł Federerowi lub Nadalowi, czy też będą musieli bezsilni czekać, aż najwięksi skończą karierę. Co, nawiasem mówiąc, przypomina trochę sytuację w polskiej polityce.