Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce

24.08.2017
czwartek

Coraz starsi mistrzowie

24 sierpnia 2017, czwartek,

31-letni Nadal zmienił na prowadzeniu w rankingu ATP 30-letniego Murraya; trzeci jest 36-letni Federer. Nic więc dziwnego, że przed US Open, a po Wimbledonie naszła mnie chęć, by napisać o tym, jak przesunęła się granica starości w tenisie.

W raptem 20 lat dokonała się zmiana fundamentalna. Po Wimbledonie w 1997 r. – to nieodległe przecież czasy Samprasa, Changa, Mustera – w pierwszej setce ATP było tylko pięciu tenisistów w wieku 30+. Najstarszy miał 31 lat.

W 2002 r. trzydziestolatków było 11, najstarszy w pierwszej setce miał 33 lata.

Dekadę temu trzydziestolatków było już 14, seniorem był 35-latek.

Teraz, w ostatnim zestawieniu przed US Open, trzydziestolatków jest aż 42, najstarszy Ivo Karlovic ma 38 lat.

Średnia wieku pierwszej setki w ciągu 20 lat podniosła się o prawie 3,5 roku. Nastolatków nie było wielu i w latach 90., ale graczy w przedziale 20-25 lat ubyło z 57 do zaledwie 21.

Dlaczego tak się dzieje, to temat na większy tekst. Sportowa długowieczność, osiągana coraz doskonalszym treningiem, dietą itp. to ta fajniejsza strona medalu, ale jest i ta brzydsza prawda – młodzi są coraz słabsi, ewentualnie jest ich mniej na starcie, więc i mniej przebija się do czołówki.

Sampras, Becker, Edberg, Chang, Nadal zdobywali swoje pierwsze tytuły wielkoszlemowe przed dwudziestką. Agassi, Federer i Djokovic – krótko po osiągnięciu tego wieku.

Teraz fani zmiany pokoleniowej cieszą się nową generacją – Thiemem (23 lata), Zverevem (20 lat), Kyrgiosem (22 lata). Potrafią w pojedynczych meczach wygrywać z największymi – starszymi od nich o jakąś dekadę – ale żaden z nich nie był nawet w finale wielkiego szlema; najdalej, bo dwa razy do półfinału Rolanda Garrosa dotarł Thiem.

Ciekawe, jak młodzi poradzą sobie w US Open. Czy wyszarpią tytuł Federerowi lub Nadalowi, czy też będą musieli bezsilni czekać, aż najwięksi skończą karierę. Co, nawiasem mówiąc, przypomina trochę sytuację w polskiej polityce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Brzydsza prawda to nie ze … „młodzi są coraz słabsi” – bo chyba statystycznie to nie jest mozliwe. Brzydsza prawda to koks i kasa w „sporcie”.

  2. są słabsi, bo mniej jest turniejów niższej rangi, mniej pieniędzy do zarobienia, więc mniej ludzi chce grać

  3. Za to w szachach coraz młodsi. Bardziej ekscytujące dla młodzieży.

  4. Nie chce sie upierac bo w tenisa to ja gram, a go nie studuije. Dla zabawy postaram sie wytlumaczyc… Nie wydaje sie wazne ile jest turniejow (mniejszej, wiekszej rangi czy w sumie). Dla mlodej osoby (poza przyjemnoscia) bodzcem jest potencjalny zarobek z gry w tenisa. Musi sie pan zgodzic ze w tenisie (wliczajac reklamowanie skarpetek itd) jest wiecej pieniedzy dzis niz 10 lat temu (niezaleznie od ilosci turniejow i ich rang). Wiec bodziec musi byc potezniejszy. Liczba zawodnikow rowniez rosnie (przynajmniej w USA). Jesli bodziec jest wiekszy i liczba zawodnikow rosnie, to wydaje sie ze to tylko kwestia czasu aby starsze gwiazdy zostaly pokonane przez mlodziakow (jesli tylko ze wzgledu na kondycje fizyczna). Jesli to prawda ze tak sie nie dzieje, to mi sie wydaje ze cos albo ktos tym tenisowym weteranom musi pomagac. To teoria spiskowa, ale „nawiasem mowiac, przypomina troche polska polityke”. Pozdrowienia.

    PS. Niech pan tego nie publikuje na stronie…

css.php