Znikający kongres

To może nic nie znaczyć, ale jest jakoś interesujące, że zapowiadany od dziewięciu miesięcy kongres PiS mógłby wystąpić w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.

O partyjnym zjeździe pierwszy wspomniał sam Jarosław Kaczyński. 2 lipca 2016 r. powiedział: „Proponuję, by kolejna, podsumowująca także czas naszych rządów tura kongresu odbyła się po roku władzy, czyli przy końcu roku”.

Rok władzy minął, koniec roku kalendarzowego się zbliżał, kongresu nie było, więc w grudniu szefa PiS zagadnęła „Rzeczpospolita”: „Zapowiadał pan, że pod koniec roku PiS zwoła kongres, który podsumuje pracę rządu i postawi mu zadania na kolejny rok. Rok powoli dobiega końca…”, na co Kaczyński odparł: „Mamy to w planach, ale przesunęliśmy to na luty”.

Na początku roku o kongres spytałem Joachima Brudzińskiego; usłyszałem, że zjazd odbędzie się w marcu, co mnie nieco zmartwiło, gdyż obawiałem się kolizji z moimi planami narciarskimi.

Niesłusznie, jak się okazało, gdyż wszystko wskazuje na to, że i w marcu kongresu nie będzie.

Teraz od pewnego Ważnego Działacza dostałem wiadomość: „Troszkę się przedłuża”.

To widzę, ale może budzić ciekawość, dlaczego „się przedłuża” i jak długo będzie „się przedłużało”. PiS nie ogarnął na czas sali? Krzeseł zabrakło? Agencja eventowa nawaliła? A może to nie nieudolność, może – przecież i tego nie można wykluczyć – w grę wchodzi polityka i Kaczyński szykuje na kongres jakąś bombę? Jak to się czasem mówi – gdy nie wiadomo, co powiedzieć – czas pokaże.

W każdym razie, jak się dowiaduję od Ważnego Działacza, kongres będzie, jak go prezes zwoła.