Gorące biurko

Zachciało mi się dziś obrony mebla, cudzego zresztą. Kolega dziennikarz wrzucił na swój profil zdjęcie posprzątanego biurka. Nie, nie został zwolniony; usłyszał, że firma przechodzi na system „hot desk”. I że w związku z tym na biurku i w szafce przy biurku nie może być jego rzeczy, bo zarówno biurko jak i szafka przestają być jego biurkiem i jego szafką.

Hot desking, czytam w Wikipedii, to taki system organizacji pracy, w którym pracowników jest więcej niż stanowisk pracy. Przychodzisz do pracy, dowiadujesz się gdzie akurat jest wolne miejsce i pracujesz. Dzięki temu firma może zaoszczędzić na przestrzeni biurowej.

Makabra. A w dziennikarstwie – makabra do kwadratu. Nie chce mi się nawet ironizować, że „hot desk” to krok w dobrą stronę, ale szkoda, że tylko jeden, bo można by jeszcze miedzy dziennikarzami losować tematy, albo przyspieszyć o 50 proc. deadliny. Gorące biurko to idiotyzm podobnego kalibru.

Pamiętam, jak lata temu z niedowierzaniem oglądałem stosy pożółkłych gazet na biurku pewnego dziennikarza gospodarczego „Gazety”. „Stosy” nie są tu żadną przesadą, to były widoczne z kilkunastu metrów góry papieru.

Pamiętam, że moja ulubiona dziennikarka polityczna miała dwa biurka, bo na jednym nie mogły się pomieścić książki, notatki, papiery i Bóg wie co jeszcze.

Pamiętam, jak wybitna publicystka prawna miała kilkanaście metrów półek z segregatorami spraw, komentarzami prawnymi, wycinkami z gazet.

Zastanawiałem się wówczas, jak oni mogą cokolwiek w tym gąszczu znaleźć. Wciąż nie mam pojęcia, jak to robili, ale praktyka świadczyła na ich korzyść. Dziennikarz gospodarczy zawsze odnajdywał gazetę z poszukiwanym artykułem, dziennikarka polityczna bez pudła wskazywała na właściwą książkę, a publicystka prawna znajdowała segregator z interesującą ją sprawą.

Z czasem i ja zacząłem obrastać papierami. Biurko jest nie tylko kawałkiem drewna, na którym stoi komputer. Jest kawałkiem przestrzeni, którą trzeba oswoić i po swojemu ukształtować, tak by pomagało, a nie przeszkadzało w pracy.

Rozglądam się po moim biurku. Piłki antystresowe, figurka Lego, drewniana żaba, puszka po herbacie wypełniona wizytówkami, notesy, zapisane i niezapisane kartki, długopisy, tygodniki lepszego i gorszego sortu, wycinki z gazet, puchar(ek) za turniej tenisowy, kubek, zabawka z jajka niespodzianki. Bałagan, ale mój bałagan, w którym wszystko mogę odnaleźć. Zamach na ten nieporządek byłby, przesadzam tylko trochę, zamachem na moją pamięć.