Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce

19.01.2017
czwartek

Serbska maszyna się zacięła

19 stycznia 2017, czwartek,

Od czasu do czasu sprawy istotne odrywają mnie od polityki. Novak Djokovic przegrał z Denisem Istominem – tenisistą znanym koneserom – w drugiej rundzie Australian Open. Kto wie, czy nie jest to jeden z najważniejszych meczów, nie tylko tego roku. Kiedyś już tu powątpiewałem, czy Djokovic może zostać GOAT (największym w historii), dzisiejsza porażka tę wątpliwość potęguje.

Od początku 2015 do połowy 2016 r. Djokovic wygrywał niemal wszystko, w tym pięć z sześciu rozgrywanych w tym czasie turniejów wielkoszlemowych. Jeden jedyny mecz w czerwcu 2015 r. dzielił go od wyczynu nieosiągalnego dla nikogo we współczesnym tenisie, czyli zdobycia Wielkiego Szlema. Był to finał Rolanda Garrosa, w którym Serb odbił się od grającego tenis z kosmosu Wawrinki.

Przez tamto półtora roku Djokovic wygrał 126 meczów, przegrał tylko 9. Zdobył 17 tytułów.

W końcu, gdy w czerwcu 2016 r. pokonał Murraya i wygrał w Paryżu, fani Federera zadrżeli.

Serb wygrał 12 tytuł wielkoszlemowy i na horyzoncie nie było widać konkurenta. Wydawało się kwestią czasu, kiedy 17 tytułów Rogera przestanie być przepustką do miana największego w historii.

A tymczasem Djokovic się zaciął. Trzecia runda Wimbledonu i porażka z Querreyem. Igrzyska – przegrana w pierwszej rundzie z del Potro. US Open – przegrany finał, znów zresztą z Wawrinką. Przegrany półfinał w Szanghaju z Agutem. Ćwierćfinał w Paryżu – z Cilicem. I wreszcie w listopadzie, w meczu o pierwsze miejsce w rankingu – gładka porażka z Murrayem. I teraz ta katastrofa w Melbourne – odpadnięcie w drugiej rundzie z tenisistą spoza pierwszej setki rankingu.

Odbija się teraz moim zdaniem to zeszłoroczne zwycięstwo w Paryżu, zdobycie brakującego tytułu wielkoszlemowego. Djokovic znalazł się wśród największych w historii, co musiało wpłynąć na jego nastawienie do treningu i startów w turniejach. Brakuje pewnie trochę apetytu na zwycięstwa, kusi życie rodzinne, po ludzku się odechciewa. Większy głód zwycięstw i większą determinację widać dziś u Murraya, przez lata na kredyt zaliczanego do „wielkiej czwórki”.

Kryzys Djokovica – który nie przeszkodzi mu pewnie wygrać jeszcze niejednego turnieju – sprawi, że bardzo trudno będzie mu dogonić Federera. W tym roku kończy trzydziestkę i niedługo sam zacznie być nazywany weteranem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php