PiS jak Chińczycy, trzyma się mocno

Czy to już? – pytali z nadzieją przeciwnicy PiS 16 i 17 grudnia, gdy w Sejmie i pod Sejmem działo się dużo, a w partii Jarosława Kaczyńskiego zapanował chaos. Pierwsze godziny kryzysu należały do opozycji.

Owo „czy to już?” było wypowiadane z nadzieją, że PiS nie tylko się potknął, ale i upadł. No więc, proszę państwa, na to pytanie można odpowiedzieć jedynie: „nie, jeszcze nie i zapewne jeszcze długo nie”.

Osobiście przepowiadałem umiarkowany spadek notowań PiS w styczniu, ostatnie badania grudniowe, wykonane już po awanturach, pokazały wszakże, że partia Kaczyńskiego niczym Chińczycy trzyma się mocno i wciąż zostawia daleko z tyłu każde ugrupowanie opozycyjne.

Takie wyniki przyniósł zarówno sondaż Millward Brown dla TVN, jak i IPSOS dla OKO.press.

Nie są specjalnie zaskakujące. Protesty, choć gwałtowniejsze niż poprzednie, nie zmobilizowały dziesiątek tysięcy uczestników w dziesiątkach miast. PiS wycofał się, werbalnie przynajmniej, z wprowadzenia ograniczeń swobody mediów w Sejmie i wykonał kilka pustych, ale ładnie wyglądających gestów. Opozycja, no cóż, jaka jest, każdy widzi.

Nie, PiS tak łatwo się nie wywali. Dlaczego jego wyborca miałby sobie odpuścić, powiedzieć dość? Bo Marek Kuchciński wykluczył Michała Szczerbę? W obronie „Gazety Wyborczej” i TVN? Bo go porwały przemowy Kijowskiego, Schetyny i Petru?

Wyborca PiS (mówię o typowym przedstawicielu) przez ostatni rok ścierpiał nie takie rzeczy. Przetrzymał demolowanie Trybunału Konstytucyjnego, gwałt na mediach publicznych, zrujnowanie wizerunku Polski w Unii; wybaczył nawet Misiewicza i Piotrowicza. Wytrzyma, z mniejszym lub większym bólem i ostatni konflikt. A są tacy, wystarczy poszperać w necie lub pogadać z posłem PiS, którzy, jeśli mają jakieś do PiS pretensje, to takie, że zbyt łagodnie traktuje całe to opozycyjne tałatajstwo.

Nie znaczy to oczywiście, że wydarzenia z 16 grudnia są bez znaczenia. To wszystko się zbiera, jakieś ukryte mechanizmy społeczne się naprężają, coś zaczyna cicho na razie trzeszczeć, odporność systemu się zmniejszyła. Ale do katastrofy droga jeszcze daleka, jeśli oczywiście nie zdarzy się coś nieprzewidywalnego. Przeciwnicy PiS nie mogą liczyć, że od początku roku nastąpi jakieś załamanie poparcia dla tej partii.

Donald Tusk słusznie zauważył, że opozycja zamiast żądać przyspieszenia wyborów, powinna skupić się na przygotowaniach do tych terminowych. Powinna też – dodam od siebie – pamiętać lekcję z kadencji 2005-07, gdy PiS wyraźnie poprawił własny wynik wyborczy, ale Platforma poprawiła go znacznie bardziej.

PS. Wszystkim moim tutejszym czytelnikom życzę wesołych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia!