Hillary, Donald i trzy grosze o Facebooku

Hillary czy Donald? Pewnie Hillary, choć po dwóch tygodniach w USA mnożą się w mojej głowie niepokoje i wątpliwości. Jeździłem po dwóch stanach, gdzie wygrana Clinton jest pewna – Nowym Jorku i New Jersey – oraz jednym przechodnim – Karolinie Północnej i wnioski są zbieżne z tym, co piszą znawcy. Mało kto lubi Hillary, a jej wyborcy przypominają wielu głosujących z musu na Bronisława Komorowskiego, za to Trump jest absolutnym bohaterem dla swoich zwolenników, ślepych na wszystkie wpadki, głupoty i brednie wygłaszane przez niego hurtowo i bezrefleksyjnie. Utkwiła mi w pamięci zwolenniczka Trumpa, która, niewpuszczona na wiec w Karolinie Płn., uniosła swoje dziecko i krzyknęła: „Pozwólcie nam chociaż na niego zerknąć, to historia!”. Różnica między kampanią amerykańską a polską (jedna z wielu) polega na tym, że Trump w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy nigdy nie udawał, że jest kimś innym niż jest.

Co zabawne, choć na wiec nie wpuszczono setek ludzi – nie było też głośników ani ekranu – to nikt nie miał pretensji do kandydata Republikanów, szybko za to zrodziły się teorie, że winna zamieszania jest Hillary i sprzyjająca jej jakoby Secret Service.

Wokół kolejki, w większości białej, kręcili się czarni sprzedawcy gadżetów Trumpa: czapeczek, koszulek, znaczków; całości dopełniały pickupy z konfederackimi flagami i plakatami Trumpa. Słowem – jarmark.

Na podwórkach domów, nawet w stanie Nowy Jork, znacznie więcej było tabliczek z poparciem dla Trumpa. Wśród liberalnych Amerykanów dominuje przekonanie, że Republikanie mieli te wybory na tacy i dowolny kandydat poza Trumpem z łatwością pokonałby słabiutką kandydatkę Demokratów. Nie postawiłbym dużo pieniędzy na jej zwycięstwo i obawiam się, że jakiś Trump 2.0, sprytniejszy niż teraźniejszy, za cztery lata weźmie Biały Dom.

Miałem ostatnio mniej czasu, więc w tej notce zmieszczę jeszcze jeden pogląd. Cenzurowanie politycznych postów przez Facebooka jest żenujące (i przeciwskuteczne), niezależnie od jakości tychże. A złośliwa satysfakcja przeciwników narodowców w stylu „załóżcie sobie własnego Facebooka” wydaje mi się całkiem nie na miejscu.