PiS i nowe standardy komunikacji

Konrad Piasecki napisał, a ja nie mam powodu mu nie wierzyć, że klub parlamentarny PiS zakazał swym posłom występowania w wywiadach, które dotyczyć by mogły dymisji w rządzie i sytuacji w spółkach skarbu państwa. To niegłupia strategia, podpatrzona zresztą w świecie ludzi i zwierząt. Dzieci, gdy się boją, zamykają oczy i są bezpieczne, a taki struś to chowa głowę w piasek i można mu nagwizdać. Tak przynajmniej świat widzą w PiS.

Podobne zakazy wychodzą tej partii świetnie i zwykle owocują małą wojną domową. Najnowsze zarządzenie to nie tylko majstersztyk wizerunkowy, lecz także piękny przejaw wiary we własnych ludzi. Władze klubu uważają, że ich posłowie są na tyle intelektualnie wątli, że posypią się na pierwszym trudnym pytaniu.

Moim zdaniem warto nawet rozważyć dalsze zmiany. Na początek – listę pytań, które wolno zadawać posłom PiS; gdy polityk dostanie pytanie nieuzgodnione, będzie milczał lub coś recytował, np. odę do Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby to rozwiązanie się nie sprawdziło, w wywiadzie można by zrezygnować z udziału dziennikarza, co wiązałoby się zapewne ze zmianą nazwy gatunku (np. na „monolog”).

Co śmielsi i bardziej obyci z mediami posłowie mogliby nawet pokusić się o wygłaszanie monologów na żywo. Z życzliwości i całkiem serio podpowiem, że obecne władze klubu i osoby odpowiedzialne za komunikację nie powinny znaleźć się w tym gronie, oni musieliby czytać, a nawet wówczas dubli bym nie wykluczał.