Na krzesło, na miesięcznicę, na Nowogrodzką

„Fakt” pisze o sześciominutowej wizycie Beaty Szydło w siedzibie PiS. Więcej jest jednak po tym tekście pytań niż odpowiedzi. Dlaczego tylko sześć minut? Gazeta przytomnie zauważa, że nie wiadomo. „Mogło być tak, że przywiozła prezesowi jakiś dokument. Z tą hipotezą jest jednak taki kłopot, że nie miała przy sobie żadnych dokumentów” – czytamy w tabloidzie, co nie rozjaśnia sytuacji.

Co gorsza, nie ma nawet pewności, że prezes w ogóle był wtedy w biurze. Zostawmy jednak kremlinologiczne rozważania, o czym te sześć minut świadczy. Twardszych dowodów na słabnięcie Szydło jest aż nadto, odsyłam w tej kwestii choćby do bieżącego numeru „Polityki”.

Wizyta pani premier u pana prezesa przypomniała mi natomiast zabawną rozmowę z posłem PiS, który opowiedział mi o tym, jak się walczy o kontakt z prezesem. Otóż dla ludzi spoza najwęższego kręgu zaufanych są trzy drogi dotarcia do ucha Kaczyńskiego: metoda na krzesło, metoda na miesięcznicę i metoda na Nowogrodzką.

Metoda na krzesło polega na tym, że posłowie czatują na moment, gdy zwolni się miejsce obok Kaczyńskiego w sejmowych ławach. Wtedy dosiadają się do niego i mają chwilę, by przedstawić mu swe sprawy.

Metoda na miesięcznicę to z kolei konkurencja damska. Panie posłanki walczą ze sobą – mój rozmówca zaznacza: „łokcie idą w ruch” – o to, która z nich będzie najbliżej prezesa na comiesięcznych marszach smoleńskich.

Metoda na Nowogrodzką to już klasyka; posłowie godzinami przesiadują pod pokojem Kaczyńskiego w siedzibie partii z nadzieją na cud, czyli audiencję.

Zaciekawiony spytałem, czego chcą od Kaczyńskiego ci wszyscy nękający go ludzie. – Różnie. Czy można zerwać jakąś powiatową koalicję, czy Iks może wejść do rady nadzorczej miejskiej spółki albo czy można odwołać Ygreka z zarządu lokalnego radia. Sonduje się również szanse na poparcie prezesa w zbliżających się wyborach lokalnych władz, zawsze też można donieść na kolegę z okręgu – odpowiedział poseł.

Takie rozmowy, o które posłowie tak zaciekle walczą, trwają nierzadko krócej niż sześć minut i kończą się lekceważącym machnięciem ręki naczelnika. Ale zawsze można powiedzieć „rozmawiałem z prezesem”, co niepomiernie podnosi prestiż i wiarę w samego siebie. Jak sądzę, nie dotyczy to jednak premiera.