Dlaczego Pawłowicz nie weszła do Trybunału i o innych, smutniejszych już sprawach

O kryzysie wokół Trybunału pisali już wszyscy i nie mam wiele do dodania; w tym temacie nie podoba mi się niemal nic.

Ani prezydent, który w telewizyjnym orędziu ani słowem nie odniósł się do wyroku Trybunału, a wcześniej chyłkiem, po nocy przyjął ślubowanie sędziów wybranych przez PiS. A jeszcze wcześniej nie przyjął ślubowania trzech legalnie wybranych sędziów. Bo może jest prezydentem wszystkich Polaków, ale niektórych bardziej niż innych.

Ani PiS, który skoczył na Trybunał, by nie przeszkadzał mu w przebudowie państwa. Bo PiS nie rozumie zasady równowagi i podziału władz, bo Sejm jest dla tej partii ponad innymi instytucjami. Dlatego Jarosław Kaczyński przyznał sobie prawo do rozstrzygania co jest konstytucyjne, a także do tego, czy wyroki Trybunału są obowiązujące i ostateczne, czy też – jak to ujął marszałek Marek Kuchciński, ogrodnik z wykształcenia, „mają walor historyczny”. PiS raźno wszedł na ścieżkę posybilizmu prawnego i trochę się obawiam, co jest na końcu tej dróżki.

Ani Kukiz’15, który wspomógł PiS w czasie kryzysu. Szczególnie paskudne były słowa Kornela Morawieckiego o tym, że od prawa ważniejsze jest dobro narodu; dołączył tym samym do wielu legend, które byłoby lepiej, żeby milczały.

Ani Platforma, która cały ten kryzys sprowokowała, skacząc na Trybunał w poprzedniej kadencji, gdy widmo porażki zajrzało jej w oczy. Henryka Krzywonos aluzją do stanu wojennego dołączyła do wielu legend, które itd.

Ani cała klasa polityczna, która przez lata nie stworzyła żadnego dobrego obyczaju, żadnej tradycji wyboru sędziów, której złamanie byłoby teraz oczywiste nie tylko dla przeciwników PiS. Do Trybunału już wcześniej trafiali posłowie rządzących partii, wiceministrowie sprawiedliwości, byli politycy. Już wcześniej ograniczone były możliwości debaty o poglądach kandydatów na było nie było superistotne stanowiska. Teraz PiS robi to wszystko, tylko bardziej, gorzej, z większą ostentacją.

Jedyne co mi się podoba, to fakt, że sędzią nie została Krystyna Pawłowicz. Ale, jak słyszę od posła PiS, nie było to rezultatem krytycznego namysłu Kaczyńskiego nad poziomem pani poseł, lecz skutkiem konfliktu z Markiem Jurkiem. Jedyny poseł Prawicy RP Jan Klawiter nie wszedł bowiem do klubu PiS. Co to ma wspólnego z Pawłowicz? Gdyby poszła do Trybunału, w Sejmie zasiadłby Marian Piłka. A kolejnego niepewnego jurkowca Kaczyński nie chciał.