Niech PiS weźmie władzę

Niech PiS weźmie władzę

Teza wyrażona w tytule tej notki nie jest wyrazem moich marzeń, ale nie jest to jednak także prowokacja intelektualna.

Nie chodzi również o kalkulacje polityczne, choć przemawiają do mnie mocno argumenty przeciw koalicji „wszyscy przeciw PiS” – że byłaby dziwacznym zlepkiem partii, których głównym celem byłoby zagryzienie pozostałych partnerów i że w rezultacie po roku utorowałaby drogę do jeszcze większego triumfu Jarosława Kaczyńskiego.

Nie chodzi także o kalkulacje innego typu (choć podzielam opinię, że tak się stanie) – że w reakcji na rządy PiS powstanie nowy antyPiS, jakaś nowoczesna lewica.

Czy uważam, że rząd PiS będzie lepszy niż obecny? Szczerze wątpię; zresztą „lepszy” to rzecz względna. Niektórym – mógłbym rzucić garść nazwisk – będzie lepiej, innym gorzej.

Chodzi mi po prostu o to, że – nie zgadzam się tu choćby z Donaldem Tuskiem – że czasem zmiana jest dobra, bo jest zmianą. Władza zużywa, władza psuje, władza rozleniwia – i taka jest PO: zużyta, popsuta, rozleniwiona. Nie zasługuje na to, żeby dalej rządzić, nawet w kampanii nie potrafiła ani przez moment pokazać, dlaczego zasługuje na głos.

A tak się składa, że Platformę może zastąpić tylko PiS; gdyby do 40 proc. dobijała lewica, ta notka zaczynałaby się tytułem „Niech lewica przejmie władzę”.

Jestem świadom, że władza w rękach PiS będzie dla wielu niekomfortowa. Ale takie są prawa demokracji – że jedni wygrywają, drudzy przegrywają. Przeciwnicy PiS w tym miejscu używają zwykle argumentu „Ale PiS jest niedemokratyczny”; rzecz w tym że przez osiem lat nie udało się tego udowodnić, ani nawet przekonać do tego większość Polaków.

I sprawa najważniejsza – istotą demokracji nie jest zmiana rządu, lecz poczucie wpływu na rząd, poczucie bycia reprezentowanym. Wyborcy PiS są niedoreprezentowani od lat, co dla klimatu społecznego w Polsce już jest niedobre, a z czasem stałoby się fatalne. I to tyle.