PiS traci koalicjanta, zyskuje większość?

W ugrupowaniu Pawła Kukiza robi się coraz bardziej przestronnie. Kronikarze nie radzą sobie z odnotowywaniem kolejnych odejść, a jak tak dalej pójdzie, to niebawem jedynym możliwym konfliktem będzie spór Pawła z Kukizem.

Rockman nie podołał zadaniu. Nikt rzecz jasna nie oczekiwał, że utrzyma te 20 proc. z kampanii prezydenckiej, ale 12-15 proc. były w zasięgu. Taki wynik byłby korzystny dla PiS, bo gdyby Jarosław Kaczyński nie zdobył większości, mógłby poszukać jej wśród kilkudziesięciu niedoświadczonych kukizowców.

Kryzys Kukiza przybrał jednak rozmiary nadnaturalne, jego kampania wygląda, jakby robili ją ci sami spece, którzy walczyli o reelekcję Bronisława Komorowskiego, a wywalczyli elekcję Andrzeja Dudy.

Nie dałbym dziś złamanego złotego na to, że Kukiz przekroczy próg wyborczy i nie bardzo sobie wyobrażam, by dał radę odwrócić złą passę. Wydaje się charakterologicznie niezdolny do współpracy.

Ważniejsze od genezy upadku jest jednak pytanie: jeśli ruch Kukiza uznać za nieboszczyka, to kto będzie powołany do dziedziczenia?

W szczytowej formie Kukiz 2015 miał ponad 20 proc. poparcia. Co zrobią ci ludzie 25 października?

Mam teorię – niepodpartą żadnym badaniem, więc dobrą jak każda inna – że na upadku rockmana najlepiej wyjdzie PiS. Kukiz okazał się czymś w rodzaju śluzy, która umożliwiła przejście z „popieram Platformę” do „chcę głosować na PiS”. Przepływy wyborców miedzy tymi partiami były znikome, partie szukające miejsca między nimi obumierały, ale Kukiz to zmienił. To on pomógł wygrać Dudzie, odbierając wyborców Komorowskiemu w pierwszej turze; w drugiej znaczna część kukizowców przerzuciła się na kandydata PiS. W kampanii parlamentarnej działa podobny mechanizm. Może się więc okazać, że PiS traci właśnie koalicjanta, ale zyskuje poparcie wystarczające, by rządzić samodzielnie. To byłaby zresztą pewna nowość – PiS zjadłby przystawkę jeszcze przed zawarciem z nią koalicji.

Na agonii Kukiza korzysta także PO, ale w mniejszym stopniu, a na pewno niewystarczającym, by dogonić PiS.

W podziale spadku może natomiast wziąć udział jeszcze ubogi krewny denata Ryszard Petru; dziś ociera się o próg wyborczy od dołu, ale kto wie czy obumieranie jednego z nowych ugrupowań nie przysporzy wyborców drugiemu nowemu bytowi. A nawet niewielki przepływ wyborców może dać Nowoczesnej upragnione 6 proc.