Kilka wniosków ze strasznej debaty

A gdyby tak potraktować debatę prezydencką w TVP serio? Jej format i forma kandydatów czyni to zadanie karkołomnym, ale mimo to porwę się na małe podsumowanie.

  1. Pierwszy wniosek – nieobecność Bronisława Komorowskiego raczej mu nie zaszkodzi, w każdym razie nie bardziej niż wysiłki jego otoczenia, które – jak z przekonaniem twierdzi mój rozmówca z okolic Pałacu – prowadzi najdziwniejszą kampanię w historii Platformy. Dyskusja na równych prawach ze sprawiającym wrażenie obłąkanego Grzegorzem Braunem nie służyłaby Komorowskiemu i jest to wystarczający argument za bojkotem tego wydarzenia.
  2. Andrzej Duda raczej nic nie zyskał. Nawet jego umiarkowani zwolennicy – i ewidentni przeciwnicy Komorowskiego jak Marek Magierowski – nie byli zachwyceni jego występem. Duda nie powiedział nic, co mogłoby przełamać stagnację jego kampanii, w której brakuje pomysłu, jak wyjść poza elektorat PiS. Bezbarwny Duda nie pokazał nic takiego, by młodzi wściekli pomyśleli „o, to jest nasz kandydat!”. Duda powtarzał się w sprawie obniżenia wieku emerytalnego i ignorował pozostałych rywali, nie zareagował nawet ani razu na brednie Brauna o Żydach i masonach.
  3. Paweł Kukiz był największym rozczarowaniem tej debaty, ale nic złego mu się z tego powodu nie stanie. Był rozczarowaniem, bo gubił się w odpowiedziach, brnął w szczegóły i wyglądał na stremowanego. Nic złego mu się nie stanie, bo jego zwolennicy chcą na niego głosować nie dla jego szczególnych zalet czy mądrego programu (bo go nie ma), tylko po to, by ukarać Platformę i Komorowskiego. Głupstwa, które Kukiz wygaduje o jednomandatowych okręgach wyborczych, nie mają żadnego znaczenia w obliczu gniewu na PO (i pozostałe partie).
  4. Janusz Palikot był największym odkryciem tej debaty, ale nic dobrego mu ona nie przyniesie. Miał przemyślaną strategię – przedstawił się jako jedyny reprezentant nowoczesnego państwa, całkiem sensownie mówił o gospodarce i kulturze. Nic mu to nie da, bo czas Palikota przeminął. Jak się nie ma wyborców, to trudno robić politykę.
  5. Adam Jarubas prowadzi jakąś bardzo skomplikowaną grę. Coś musi stać za ostentacyjną niechęcią kandydata PSL do koalicji PO-PSL, ale cokolwiek to jest, wyborców nie porywa. Wygląda zresztą na to, że cokolwiek by kandydat PSL na prezydenta mówił i kimkolwiek by był, to i tak nie dostanie więcej niż 2 proc. głosów. Elektorat tej partii składa się z członków tej partii i wybory prezydenckie są dla tej grupy doskonale obojętne. Pałacu Prezydenckiego nie da się wydoić, jak doi się instytucje samorządowe, ministerstwa i agencje.

Można tę wyliczankę ciągnąć; kandydatka Magdalena Ogórek wciąż chce pisać prawo od nowa, kandydat Marian Kowalski zamierza być głosem „chłopaków pomordowanych na stadionach”, kandydat Jacek Wilk zapewnił, że kocha ojczyznę, a kandydat Janusz Korwin-Mikke obiecał, że wycofa się z wyborów prezydenckich, jeśli w czwartek Brytyjczycy wybiorą dwudziestu posłów z partii UKIP.

Kandydat Paweł Tanajno żalił się, że jest pomijany w mediach, a ja nie zamierzam z tą tradycją zrywać.

Summa summarum najważniejszy być może wniosek z tej debaty brzmi tak, że Duda wcale nie jest tak świetny, jak go jego fani malują; debata z Komorowskim przed drugą turą niekoniecznie będzie wymarzonym przez nich game changerem.