W sprawie szczujni

Za sprawą wywiadu w „Gazecie Wyborczej” z prof. Ireneuszem Krzemińskim wracam do sprawy tak starej, że mało kto już o niej pamięta, więc zacznę od początku.

Jakiś czas temu „Newsweek” w tekście sylwetkowym o Andrzeju Dudzie napisał, że kandydat PiS karierę zaczynał w UW: „Dlaczego akurat Unia Wolności? Czyżby wpływ na ówczesne wybory Andrzeja Dudy miał jego teść, znany poeta prof. Julian Kornhauser? W 1994 r. Duda ożenił się z jego córką Agatą. Julian Kornhauser, z pochodzenia Żyd, w jednym z wierszy rozliczał się z Polakami biorącymi udział w pogromie kieleckim, za co przez prawicowców został okrzyknięty polakożercą”.

Nic na to nie poradzę, ale dla mnie ten fragment brzmi paskudnie; po wyrzuceniu waty słownej mamy bowiem komunikat „młody Duda wstąpił do UW, bo miał teścia Żyda”.

Tekst „Newsweeka” oburzył wiele osób, nie tylko wyborców Dudy. Naczelny tygodnika Tomasz Lis poświęcił tym reakcjom zabawny – nadęcie się jest zawsze zabawne – wstępniak „Szczujnia walczy z antysemityzmem”. Przedstawił w nim siebie jako ofiarę antysemitów: „Przykro jest filosemicie, gdy stawiają mu zarzut antysemityzmu. Szczególnie przykro, gdy stawiają mu go antysemici, sojusznicy antysemitów albo ludzie, którym antysemityzm generalnie nie przeszkadza”.

„PiS-owscy propagandyści zaczęli na nas nalot dywanowy” – pisał Lis, a dalej „prawicowcy dostali prawdziwego amoku”.

Bardzo to wygodny zabieg polemiczny, walczyć z wpolityce.pl to nawet Lis umie; patosem operuje nie gorzej niż bracia Karnowscy. Rzecz w tym, że tekst o Dudzie nie podobał się nie tylko braciom Karnowskim. Prof. Ireneusz Krzemiński tak powiada w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”:

„Bardzo mi się nie podobał ten tekst. To jakby tekst służebny wobec ideologii narodowców. Właściwie wywołujący coś bardzo niepokojącego, bo przypominający najgorsze wzorce straszenia Żydem. Jego celem było obrzydzenie Dudy w pewnych kręgach. Z tego nie sposób się wytłumaczyć”.

Red. Lis prof. Krzemińskiego, socjologa badającego polski antysemityzm, do prawicowej szczujni pewnie nie zaliczy; stawiam, że zastosuje inny wygodny zabieg polemiczny – milczenie.