Duda i nuda

Anglicy mawiają „to do something by the book” i jest w tym powiedzeniu niemało uznania, ale i podtekst „trochę nuda”. Kampania Andrzeja Dudy jest właśnie taka „by the book”.

Duda robi wszystko to, co kandydatowi robić wypada. Spotkania z wyborcami – odhaczone. Podróż po Polsce – odhaczona. Efektowna konwencja wyborcza – odhaczona. Prezentacja poglądów w think tanku – odhaczona. Spoty – odhaczone. I tak może się ta kampania toczyć, aż Duda będzie mógł z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku odhaczyć i punkt ostatni, czyli przegraną. Kto wie, czy nie w pierwszej turze.

A gdyby Duda porzucił podręcznik? W jego interesie leży wzmocnienie innych rywali Bronisława Komorowskiego, bo to od nich zależy czy będzie druga tura. A z tego frontu docierają niemal same złe wiadomości. Magdalena Ogórek z większym zaangażowaniem zabiega o poparcie premiera Francji niż o polskich wyborców, Janusz Korwin-Mikke zniknął, Janusz Palikot ma skrajnie obciążoną hipotekę, a Adam Jarubas sprowadza się do tego, że istnieje.

Duda ma jednak narzędzie, by im pomóc. Ogórek nie wydaje się zainteresowana kampanią, ale zarówno Jarubas jak i Palikot chętnie przyjęliby zaproszenie do debaty z Dudą. Dla kandydata PiS to żadne ryzyko. Z sondaży wynika, że wyborcy PSL są podzieleni między Komorowskiego a Jarubasa. Na Dudę chce głosować tylko 3 proc. z nich (sondaż Millward Brown dla TVN). PiS i PSL wykopały między sobą rów nie płytszy niż PO i PiS. Jeśli Jarubas będzie komuś odbierał wyborców, to obecnemu prezydentowi.

Z Palikotem jest podobnie. Jeśli jego obecne wcielenie miałoby komuś zabrać wyborców, to tylko Komorowskiemu. Tak skrojona jest jego kampania.

Debata z Palikotem? – spyta ktoś. Jak to, przecież politycy PiS bojkotują Palikota. Owszem, ale to jest kampania prezydencka, a nie parlamentarna. Gdyby Duda porzucił logikę partyjną na rzecz prezydenckiej, mógłby sobie tylko pomóc. Byłoby to niewygodne dla urzędującego prezydenta i być może zmusiłoby go do debaty z Dudą. A kandydat PiS byłby mniej „by the book”, a bardziej „outside the box”. Pytanie, czy Jarosław Kaczyński mu na taką ekstrawagancję pozwoli.