Znów te procenty

I znów chaos z sondażami. Tego samego dnia ukazały się dwa badania, z którymi nie bardzo wiadomo co począć. Rano przyszedł CBOS, w którym Bronisław Komorowski ma 63 proc., a Andrzej Duda – 15 proc. Wieczorem „Fakty” TVN podały wyniki Millward Brown – Komorowski 47 proc., Duda 24 proc.

Jak można porównać te badania? Rzecz w tym, że to pytanie jest bezsensowne; powinno raczej brzmieć „czy te badania można porównać?”. A nie można, bo to całkiem różne sondaże.

Ankietowani odpowiadali bowiem na nietożsame pytania. W CBOS – o to, na kogo by głosowali z listy „Andrzej Duda, Bronisław Komorowski, Magdalena Ogórek itd.” (kolejność nazwisk zmienna); w Millward Brown lista (kolejność także zmienna) wyglądała „Andrzej Duda, kandydat PiS, Bronisław Komorowski, urzędujący prezydent, Magdalena Ogórek kandydatka SLD itd.”.

Różnica jest fundamentalna. Duda wciąż nie ma pełnej rozpoznawalności, dla części wyborców po prostu nie istnieje. Ankietowani przez CBOS mieli do czynienia z „Dudą”, ankietowani z Millward Brown – z „Dudą, kandydatem PiS”.

Skutki są łatwe do przewidzenia. W CBOS na Dudę chciała głosować niespełna połowa zwolenników PiS, w Millward Brown – 70 proc.

Jak więc czytać te sondaże? CBOS pokazuje dzisiejsze poparcie dla Dudy, wciąż na początku kampanii, gdy jeszcze nie wszyscy wiedzą kim jest i że PiS właśnie jego wystawił.

Millward Brown pokazuje inny obrazek; przez dopisek, że Duda to kandydat PiS, tworzy warunki zbliżone do końcówki kampanii, gdy preferencje prezydenckie będą już mniej więcej ustalone.

W tym sensie oba sondaże są prawdziwe, choć dają zupełnie różne obrazy. Wynik wyborów będzie bliższy temu, co pokazuje Millward Brown i znów wszyscy się będą śmiali z CBOS. Ale to już całkiem inna historia.