Nikt już nie kocha Palikota

Już czterech posłów, o których nikt nigdy nie słyszał, więc mniejsza o nazwiska, opuściło Janusza Palikota i jego partię, której obecną nazwę też mało kto kojarzy. I chyba nie warto jej się już uczyć, bo wszystko wskazuje na to, że ugrupowanie to właśnie dogorywa.

Nie pomogły dziesiątki wizyt w „Kropce nad i” – Palikot jest w kropce. Przegrał w eurowyborach, rozbiegają mu się posłowie, nie udały się rozmowy z SLD. Zanosi się na klęskę w wyborach samorządowych.

Palikot nikomu nie jest już potrzebny, nikogo nie reprezentuje. Część swych zwolenników zraził nieskutecznością; lewicowców poparciem dla podniesienia wieku emerytalnego, a przedsiębiorców – radykalizmem; zbuntowanych młodych zabrał mu Janusz Korwin-Mikke. Nie sprzyja Palikotowi atmosfera w Polsce i na świecie, jest popyt na kogoś od gospodarki i polityki zagranicznej, a nie bojownika o uwolnienie konopi. Niemądre były manewry z nazwą ugrupowania. Ale wszystko to zostało już opisane i nie warto rozwijać tematu.

Paradoks polega na tym, że partia Palikota umiera, będąc pod pewnymi względami w doskonałej formie. W 2014 r. przyjęła ciekawy i spójny intelektualnie program, w którym dyskusyjnych postulatów obyczajowych jest niewiele, za to całkiem sporo sensownych pomysłów na odbiurokratyzowane, sprawne i przyjazne obywatelom państwo. Palikot należy do najlepszych mówców tej kadencji Sejmu, a jego dwa ostatnie wystąpienia – w sprawie wotum zaufania dla Donalda Tuska i po ostatnim przemówieniu Tuska – pokazały, jak może wyglądać debata opozycji z rządem. Palikot przyciągnął też do swej partii jedną z nadziei polskiej lewicy, Barbarę Nowacką.

Jest jeszcze drugi paradoks, podważający popularną tezę, że naszą polityczną scenę zabetonowały pieniądze. W latach 2006-07 Samoobrona dostała ponad 25 mln zł, LPR – niemal 20 mln. I zniknęły.

Podobnie partia Palikota. Miała się najlepiej, gdy nie dostawała subwencji; teraz, gdy przytuliła z budżetu już ponad 20 mln zł, znacznie z nią gorzej. Ale przynajmniej pogrzeb może sobie urządzić z rozmachem.