Wprost na wyrost

„Pomijamy wątki prywatne i nieistotne z punktu widzenia opinii publicznej” – „Wprost” wybił te słowa na czerwono w tekście poprzedzającym stenogramy z kolejnych nagrań polityków Platformy.

Gdyby tygodnik się tego trzymał, stenogramy zajęłyby góra stronę. Bo jaką korzyść opinia publiczna ma z wiedzy, że Sikorski pił szampana? Że Sikorski z Rostowskim wahali się między pierogami z królikiem, golonką glazurowaną i tatarem z tuńczyka? Że ośmiorniczka była marynowana w rozmarynie z oliwą? Że prezes Orlenu podziwiał muskulaturę kelnera? Że sola była w sosie maślano-winnym, z młodymi ziemniaczkami i warzywami, ze szpinakiem i grzybami albo z rydzami i z sosem rydzowym ze szpinakiem? I że prezes Orlenu i minister skarbu wybrali wersję z rydzami?

Czy ktoś z 11 autorów podpisanych pod tekstem „Wprost” mógłby mi to wytłumaczyć? Niekoniecznie solidarycą i stemplem „wolność słowa”?

Podejrzewam, że te didaskalia są potrzebne, bo nic poza tym tam nie ma. Gdyby pominąć wulgaryzmy, opisy potraw i win i dowcipy, zostałoby niewiele lub zgoła nic. Kilka ciekawostek, zero skandali. Że Sikorski chciał być komisarzem, a Rostowski jedynką w Warszawie? Że obaj nie lubią Huebner? Że Gawłowski zastanawiał się nad kandydowaniem do europarlamentu? Że Karpiński nie wiedział, kim w PSL jest Pasławska? Że przewija się motyw Nowaka i tego jak się pogrążył z zegarkiem? Że Sikorski chce zaj… PiS? Sam to kiedyś powiedział publicznie i wcale nie dużo bardziej eleganckim językiem. Że nie jest entuzjastą USA?

No niesamowite, odkrywcze wręcz – politycy rozmawiają o polityce, mają ambicje i jednych znajomych lubią, a innych nie. Co do warstwy językowej, to znam kilku polityków – z różnych partii – którzy klną, także na swoich kolegów, równie intensywnie. Mam nadzieję, że w tej sprawie skorzystają z okazji, by milczeć.

Długie fragmenty tych nagrań stawiają wręcz ich bohaterów w dobrym świetle. Prezes Orlenu Jacek Krawiec mówi, że wprowadził praktykę, że spotyka się z menedżerami z Rosji na szczeblu prezesa. „Polska się stała ważnym krajem, to nie to, że sobie PR robimy” – mówi Krawiec, a Karpiński odparł: „To najważniejsze wyzwanie przed nami, o którym mówi Donald, to żeby z tego coś zostało dla zwykłego Kowalskiego”. Do czego się tu przyczepić?

Opublikowane dziś rozmowy nie mają ciężaru gatunkowego, co mnie zresztą cieszy, bo nie chciałbym usłyszeć jak ten czy ów minister z tym czy owym prezesem ustalał wysokość łapówki.

Wolałbym oczywiście, żeby panowie odróżniali spotkanie prywatne od służbowego, gdy już dostaną rachunek. Ciekawe, czy z własnych też by sobie tak nie żałowali.

Dzisiejsza publikacja „Wprost” przyćmiła wątki ważniejsze.

Kto nagrywał?

Ile jest nagrań?

Co się stało z nagraniami z Kulczykiem?

Co z dymisją Sienkiewicza – całkowicie zresztą zasłużoną? Jest politycznie odpowiedzialny za blamaż służb i sam się dał nagrać na rzeczywiście kompromitującej rozmowie z prezesem NBP.

Co z konfliktem ministerstwa sprawiedliwości z prokuraturą? Czy nie jest to argument za powrotem do poprzedniego modelu?

Dzień, dwa dni temu wyglądało na to, że koniec Platformy i Tuska jest bliski. Ale dzisiejsza publikacja tego upadku nie przyspieszy. Będzie z niej pewnie ciekło, ale powoli.