Tusk zamknął się w twierdzy

Donald Tusk miał do wyboru dwie drogi, obie ryzykowne. Wybrał trwanie; nikogo tym razem nie zrzucił z sań na pożarcie, bo przecież żaden wilk nie będzie miał pożytku z bielejącego już od dawna szkieletu Sławomira Nowaka.

Bartłomiej Sienkiewicz ocalał na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Sytuacja wciąż jest niestabilna, możliwe są publikacje kolejnych stenogramów i niejeden polityk odgrzebuje teraz pewnie w pamięci takie czy inne spotkanie sprzed miesięcy. Czekają nas ciekawe dni: co zrobi prezydent? co zrobi PSL? co zrobią konserwatyści z PO, bez większych nadziei na miejsca na listach wyborczych swej partii, a kuszeni zapewne przez PiS? Niedawne głosowanie w sprawie immunitetu Mariusza Kamińskiego może być tylko przystawką.

Na razie jednak premier wystąpił na konferencji prasowej ze spójnym przekazem, wzmocnionym przez wcześniejszy komunikat prokuratora generalnego. Otóż przestępstwa nie było, rozmowa, owszem, brzmiała paskudnie, minister trochę przeholował ze słownictwem, ale generalnie sprawy nie ma.

Ale chyba jednak jest.

Odłóżmy na bok zachowanie Marka Belki, którego Donald Tusk i tak nie może odwołać.

Odłóżmy na bok kwestie prawne i załóżmy, że Sienkiewicz w rozmowie z Belką trzymał się przepisów.

Zostaje polityka. A ta wygląda tak, że minister spraw wewnętrznych dał się nagrać – zapewne nadzorowanym przez siebie służbom, ewentualnie służbom obcego państwa. Co już wygląda źle.

Minister dał się w dodatku nagrać w rozmowie, która go kompromituje. Niezależnie od zaklęć Tuska, fakty są takie, że minister rządu namawia prezesa niezależnego NBP do wsparcia rządu, żeby opozycja nie wygrała wyborów; przy wódce i ogonach wołowych omawia z nim dymisję ministra finansów, której domaga się Belka oraz zmiany w ustawie o NBP.

Polityka pewnie nie może obyć się bez takich rozmów, ale rzecz w tym, że jak się dajesz przyłapać, to dostajesz po łapach. W bajce – a polityka nieco je przypomina – potrzebny jest happy end, a tu go nie ma i wielu dotychczasowych czytelników tego autora może kolejnego tomiku nie kupić.