Wybudujmy pomnik Lechowi Kaczyńskiemu

Mam całkowicie nieracjonalną nadzieję, że za rok zwolennicy Lecha Kaczyńskiego będą mogli położyć wieńce pod jego pomnikiem w Warszawie. No, może za dwa lata, wybudowanie takiego pomnika zajmuje zawsze trochę czasu, choć liczne polskie posągi Jana Pawła II zdają się wskazywać, że dzieło może powstać w ciągu kilku godzin, a nawet po ciemku.

Mam nadzieję, że powstanie pomnik Lecha Kaczyńskiego nie dlatego, że uważam go za wielkiego prezydenta, jako prezydent miał swoje wady i zalety. I każdemu, kto go pamięta, te proporcje układają się pewnie trochę inaczej.

Mam nadzieję, że powstanie pomnik Lecha Kaczyńskiego, bo kilka milionów Polaków chce w ten sposób uczcić zmarłego prezydenta i jest to dla nich ważne. Nie widzę żadnego powodu, żeby ich postulat lekceważyć i odrzucać.

Nie byłoby w Polsce ani jednego pomnika, gdyby wznoszono je wyłącznie postaciom niebudzącym żadnych oporów.

Nie rozumiem sprzeciwu wobec budowy. Pomniki nie są – nie powinny być – od tego, żeby złorzeczyć na upamiętnionych. Jeśli komuś nie pasuje Piłsudski, to nie chodzi pod pomnik Piłsudskiego, ktoś nie znosi Dmowskiego, to nie rzuca mu wiązanek kwiatów, ale i nie ciska wiązanek.

Nie, nie zrównuję Kaczyńskiego z wyżej wymienionymi. Po prostu uważam, że jego pomnik nikomu nie zrobiłby krzywdy – poza zapewne estetyczną – a wielu przyniósłby pewne uspokojenie.