Dlaczego Kaczyński pomaga Platformie

Co jest lepsze dla Platformy od wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego? Dwa wystąpienia Kaczyńskiego. Tę banalną prawdę sztabowcy PO znają od lat, prezes PiS tchnął życie w niejedną już kampanię partii Donalda Tuska.

Zabawna jest przy tym zamiana ról. Co przytomniejsi politycy PiS robią bowiem co mogą, by słowa swojego lidera zbagatelizować, wyciszyć, osadzić w kontekście, krótko mówiąc – temat chcą zabić; co przytomniejsi zaś politycy Platformy wypowiedź przeciwnika chcą maksymalnie nagłośnić, wstawić do spotu, no a już największym marzeniem jest ujrzenie jej w Faktach czy innych Wiadomościach.

 

 

Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

 

 

Obecna kampania toczy się tymi samymi koleinami. Kaczyński w ramach podróży po Polsce odwiedził Bogatynię i podzielił się z jej mieszkańcami teorią o wypychaniu Polski z Zachodu,  o czym świadczyć mają mapy pogodowe w jednej z francuskich telewizji. Prezes, błądząc wieczorem po kanałach, odkrył bowiem, że Francuzi prognozują pogodę nawet w Reykyaviku – a polskiej nie. Jest to teoria nieobalalna. Reykyavik tak, Warszawa nie, dyskryminacja niezaprzeczalna i podana na widelcu.

Niektórzy mogą jednak spytać, czy ktoś, kto analizuje sytuację geopolityczną Polski na podstawie map meteo, to najlepszy kandydat na premiera. Dla takich sceptyków już powstał spot – oficjalnie Platforma nie ma z nim nic wspólnego – który opiera się na cytacie pogodowym prezesa.

Kaczyński nie czekał długo z kolejnym prezentem dla Tuska. Oznajmił, że nie życzy sobie w Polsce stacjonowania żołnierzy niemieckich w ramach NATO, że zgadza się łaskawie na Amerykanów, a co do Niemców, to owszem, ale dopiero za siedem pokoleń. Wzorowa postawa wobec naszych sąsiadów i sojuszników, którzy zresztą – jak szybko napisał Radosław Sikorski – już w Polsce stacjonują. Kaczyński znów użył karty niemieckiej, którą zagrał – i przegrał – w 2011 r., gdy publicznie roztrząsał „nieprzypadkowy” wybór Angeli Merkel na kanclerz Niemiec.

Panika w sztabie PiS musiała być nielicha, skoro następnego dnia na konferencji Kaczyńskiego na Śląsku dziennikarze dostali zakaz stawiania pytań innych niż o Śląsk. Przywieźliśmy wam naszego prezesa, ale trochę się boimy, co powie, więc sami rozumiecie, prosimy, zadawajcie łatwe pytania.

Powstało kilka hipotez, dlaczego tak się dzieje, skąd ta skłonność Kaczyńskiego do tez, które zaczynają żyć własnym życiem i pomagają konkurencji.

Spiskowa – że prezes zna jakość swoich kadr i nie chce, by rządziły one sporym krajem w środku Europy, więc sprytnie torpeduje wszelkie próby wygrania wyborów i osiąga na tym polu liczne sukcesy, a w opozycji żyje mu się całkiem znośnie.

Psychologiczna – że prezes jest politykiem z innej epoki, z czasów wieców, gdy celem było rozgrzanie kilku-kilkunastu tysięcy ludzi i nie potrafi przystosować się do współczesności.

Medialna – że prezes jest tak znienawidzony przez mainstream, że nie ma żadnego znaczenia, co powie, bo i tak dostanie po uszach.

Strategiczna – że to wszystko jest elementem wielkiego planu, że chodzi o mobilizację własnych wyborców i słowa prezesa, a nawet drwiny ze słów prezesa, w istocie prezesowi służą i w końcu dadzą mu władzę.

Już niedługo czwarta rocznica katastrofy smoleńskiej. Nikt nie będzie słuchał Kaczyńskiego uważniej niż kilkunastu sztabowców PO marzących o materiale na kolejną reklamówkę.