Cisza po odzie do Lenina

Ks. dr hab. Dariusz Oko, z niewiadomych powodów zwany czasem profesorem, w bazie ludzi nauki w rubryce „specjalności” ma wpisane „filozofia Boga, metafizyka, relacja filozofia-teologia”.

I ani słowa o seksie analnym, o którym ze znawstwem i bardzo plastycznie opowiadał w Sejmie zasłuchanym prawicowym posłom. Opowieść o rurach wydechowych, tłoku i cylindrach oraz seksie z szafą nie zapewni mu może profesury, ale specyficzną sławę – jak najbardziej.

Ks. Oko całkiem słusznie stał się bohaterem dnia, a nawet tygodnia. Jego brednie z upodobaniem przytaczały telewizje informacyjne, zaprosiła go Monika Olejnik, portale uginały się pod ciężarem cytatów z niego. Skompromitował się i dostał za swoje, choć są pewnie też środowiska, w których uchodzi za kogoś w rodzaju guru, w dodatku guru prześladowanego teraz przez media mętnego nurtu. Dla jednych – kretyn, dla drugich – męczennik. W każdym razie człowiek spełniony, bo sławny.

Podobnej sławy nie zażywa wcale Katarzyna Bratkowska, choć w rozmowie z Robertem Mazurkiem w „Rzeczpospolitej” bredziła nie mniej barwnie.

„Czapeczka z Leninem? Miły akcent. Lenin napisał wiele wspaniałych, ciekawych rzeczy, z którymi się zgadzam! Przecież Lenin był orędownikiem upodmiotowienia kobiet. Zna pan jakiś tekst Lenina, w którym on namawiałby do przemocy? Tekst, w którym wzywałby do przemocy, pogardy, tworzenia hierarchii?” – mówiła Bratkowska. Dodała, że jest komunistką i że kapitalizm ma na koncie więcej ofiar niż komunizm. I że wolałaby żyć na Kubie niż w USA. Tu dygresja – pani Katarzyno, znacznie łatwiej przedostać się na Kubę z USA niż z Kuby do USA, a i ruch jakby mniejszy niż w drugą stronę; widać nie wszyscy Kubańczycy wiedzą, jak mają dobrze.

Koniec dygresji, wracamy do Lenina. Poprzednie stulecie było dla zbrodniarzy bardzo udane, postęp techniczny umożliwił im zrobienie karier na niespotykaną wcześniej skalę. Jednak nawet przy tak twardej – morderczej wręcz – konkurencji Lenin nie ma się czego wstydzić. Był pierwszoplanowym zbrodniarzem XX wieku. Wybielanym później, by można było uznać, że komunizm jest OK, tylko stalinizm zły.

Lenin – jestem trochę zażenowany, że przytaczam fakty na poziomie gimnazjum, góra liceum – był twórcą i wodzem totalitarnego państwa z wszechwładnymi tajnymi służbami, w którym rozgoniono parlament, zdelegalizowano (poza jedną oczywiście) partie, torturowano i rozstrzeliwano ludzi bez sądu lub pakowano do łagrów. Tysiącami, a nawet dziesiątkami tysięcy. Lenin był mistrzem Stalina, wyposażył go w narzędzia, które ten tylko udoskonalał.

Tekstu, „w którym Lenin nawoływałby do przemocy” domaga się pani Bratkowska. Proszę bardzo: „Zastosować masowy terror przeciw kułakom, popom i białogwardzistom. Podejrzanych zamknąć w obozie koncentracyjnym poza miastem” (depesza Lenina po wybuchu powstania chłopskiego w Penzie).

Albo taka depesza do Stalina, którego Lenin wysłał do Carycyna: „Wszędzie należy bezlitośnie tępić tych żałosnych i histerycznych awanturników. Bądźcie bezwzględni wobec lewicowych eserów.”

Albo: „Trzeba dać przykład: 1) Powiesić (żeby lud widział) co najmniej stu znanych kułaków. 2) opublikować ich nazwiska. 3) Zabrać wszystkie zapasy zboża. 4) Wyznaczyć zakładników i zrobić to tak, by zastraszyć ludność w promieniu setek wiorst”.

Lenin odpowiadał za tłumienie powstania tambowskiego. Tuż po I wojnie światowej przeciw komunistom zbuntowali się chłopi, którym czemuś nie spodobał się obowiązek oddania władzy całych plonów z wyjątkiem minimum zapewniającego przeżycie. Mołotow po latach wspominał: „Lenin kazał stłumić powstanie tambowskie: wszystko palić”. Wykonawcą woli Lenina był Tuchaczewski, który wymordował, m.in. gazami bojowymi ok. ćwierć miliona ludzi, w większości cywili.

Bratkowska nie musi tego wszystkiego wiedzieć, nie wymagam od niej więcej niż od księdza Oko. To co mnie dziwi, to fakt, że krótko po pochwale komunizmu stała się bohaterką okładki „Wysokich Obcasów”. A także to, że jej oda do zbrodniarza jakoś umknęła postępowej opinii publicznej.

PS. Cytaty z Lenina za biografią Stalina autorstwa Edwarda Radzińskiego, Warszawa 1996