Sorry, awaria

Gdyby w pewnej wiosce wezbrany strumyk zalał jedną stodołę i podtopił pół piwnicy, gdyby heroiczni reporterzy wdziali gumiaki i bohatersko brodząc, bredzili o wielkiej wodzie – to nawet w tak groteskowej sytuacji polityk powinien powstrzymać się od kpin i pouczeń, bo to po prostu zawsze źle wygląda. Polityk w opinii publicznej to człowiek bogaty, syty i uprzywilejowany. Z tym, że ma taką łatkę musi się pogodzić i dostosować do niej to, co mówi.

Dlatego niemądra była wypowiedź wicepremier Bieńkowskiej, która z ciepłego studia TVN24 zziębniętym pasażerom pociągu z kilkusetminutowym opóźnieniem powiedziała „sorry, taki mamy klimat”.

Politycy, a Bieńkowska wbrew swym infantylnym raczej protestom politykiem jest, powinni szczególnie ważyć słowa, gdy dziennikarze pytają ich o ludzkie nieszczęścia. Nawet jeśli te nieszczęścia są dla potrzeb relacji-oglądalności-klikalności wyolbrzymione. Zwłaszcza że sytuacja była dynamiczna – Bieńkowska mówiła o kłopotach z dwoma pociągami, a wkrótce okazało się, że opóźnionych jest już kilkadziesiąt składów. Rekordzista – o ponad tysiąc minut.

Nawet jeśli w gruncie rzeczy wicepremier miała rację, to jej reakcja na awarię była awarią. Zabrakło wyobraźni i wyczucia, jak mogą zareagować internety i tabloidy. Rząd się od tego nie wywróci, sprawa jest raczej z gatunku jednodniówek, ale Donaldowi Tuskowi – który takich gaf raczej potrafi unikać – musiał cicho zadźwięczeć dzwonek alarmowy.