Zapach kwiatów nad Platformą

Po kilku przykrych miesiącach, gdy Platforma musiała się użerać z jakimś PiS, z jakimś Palikotem, dogadywać się z z SLD – krótko mówiąc, po referendum warszawskim – politycy PO mogą w pełni poświęcić się swej ulubionej aktywności, czyli kopaniu się po kostkach i okolicach.

Najpopularniejsze hasła w politycznym słowniku platformersów to obecnie „członków straszenie”, „dusze martwe”, „korupcja, w tym polityczna”, „kół pompowanie”, „zjazdów unieważnianie”.

Kopanina staje się bardziej wyrafinowana na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Tu fauluje się z uśmiechem nr 5, w powietrzu fruwają komplementy. – Grzegorz Schetyna, to zawodnik twardy jak skała. Lepiej wspominam czasy, kiedy tacy twardzi zawodnicy współpracowali. Ja widzę dla niego miejsce w rządzie, ale decyzję może podjąć tylko premier – mówi „Rzeczpospolitej” Cezary Grabarczyk.

Schetyna z uśmiechem replikuje w RMF: „Jestem bardzo przyjemnie zaskoczony”.

Unosi się zapach kwiatów, zupełnie jak na pogrzebie. Jeśli Tusk zaprosi Schetynę do rządu, to nie po to, żeby się z nim czymkolwiek dzielić, tylko po to, żeby go wykończyć. I Schetyna doskonale o tym wie, świetnie też zdaje sobie sprawę, że Grabarczyk, gdy mówi o tęsknocie za współpracą, to chodzi o współpracę ofiary ze sprawcą.

I tak samo Tusk wie, że gdyby uwierzył schetynowcom, którzy też nie pragną niczego innego niż harmonijnej współpracy, gdyby oddał Schetynie kontrolę nad strukturami partii, to po kilku miesiącach zostałby zrzucony z sań, dla dobra Platformy rzecz jasna.