Smoleńsk, paliwo Platformy

To zabawne, jak wraz z odwróceniem się sondaży odwracają się role. Dziś to Platforma chce wykorzystać Smoleńsk, wykorzystujac ewidentną skądinąd kompromitację „ekspertów” Macierewicza. A PiS od tematu ucieka, dla PiS to dziś raczej balast. Balast jest niezbędny, ale czasem trzeba się go pozbyć, żeby wzlecieć.

Emocje smoleńskie słabną, kto ciekawy, niech sprawdzi to w Google trends; zainteresowanie katastrofą mierzone popytem na informacje o niej w sieci jest obecnie sto razy mniejsze niż w pamiętnym kwietniu. Podobnie zainteresowanie Lechem Kaczyńskim.

Kolejne miesięcznice toczą się siłą rozpędu. Teoria o zamachu wciąż ma wyznawców, całkiem licznych, ale to coraz częściej wierzący, lecz niepraktykujący. Dość zajrzeć do danych o sprzedaży „Gazety Polskiej”, to całkiem niezły barometr nastrojów w prawicowym elektoracie, w końcu tygodnik ten niewiele spraw poza morderstwem prezydenta zgłębia. No i pisanie o Smoleńsku wywindowało słupek sprzedaży do 80 tys. w kwietniu 2011 r., Potem głód gazetopolskiej prawdy mocno osłabł i kupców zostało 50 tys. W dół – ze 120 tys. w styczniu tego roku do 86 tys. w lipcu – poleciała też sprzedaż „W Sieci”, które na polu „Smoleńsk” dzielnością nieznacznie tylko ustępuje „Gazecie Polskiej”.

Smoleński elektorat PiS daje Jarosławowi Kaczyńskiemu pewność przywództwa na prawicy, ale nie da mu władzy. Dlatego Antoni Macierewicz, choć jest najbardziej znanym poza prezesem politykiem PiS, nie jeździ w PiS-owskim Tour de Pologne, choć przyciągnąłby o wiele więcej osób niż Beata Szydło, nawet wzmocniona Mariuszem Błaszczakiem.

Krótko mówiąc, Kaczyński wyciągnął oczywiste wnioski z obecnej sytuacji i sprytnie się do niej dostosował. PiS jest dziś socjalny, a nie smoleński. To zabije zapewne Solidarną Polskę, ale stanowi też spory kłopot dla Platformy, dla której PiS z twarzą Macierewicza jest przeciwnikiem o wiele wygodniejszym.

Dlatego śmieszno-straszne zeznania „ekspertów” Macierewicza PO komentuje już drugi tydzień i dba o to, by temat trwał. Platforma liczy na to, że powtórzy się historia sprzed roku, z odnalezionym jakoby we wraku trotylem – wówczas udało jej się na trochę odeprzeć atak PiS i obronić prowadzenie w sondażach. Ale wtedy PiS zareagował gwałtowniej, dziś Kaczyński poza rytualną obroną Macierewicza nie dał się sprowokować.

Na koniec odnotujmy, że ofensywa Platformy zbiega się z powstawaniem partii Gowina. To pewnie zbieg okoliczności, ale nadzwyczaj korzystny dla byłego ministra sprawiedliwości. Gdyby PiS dał się zepchnąć w smoleńskie koleiny, Gowin mógły żerować na jego niesmoleńskich peryferiach. Przecież jeszcze gdy był w Platformie, cieszył się większym zaufaniem w elektoracie PiS niż własnej partii.