„Eksperci”

Odłóżmy na bok artykuł Agnieszki Kublik, która w „Gazecie Wyborczej” opisała zeznania „ekspertów” Antoniego Macierewicza. Kto wyciekł, dlaczego wyciekł – niech to bada, kto ma ochotę badać, przestępstwa w tym moim zdaniem nie ma. Dziennikarze są od tego, by dowiadywać się ważnych rzeczy, media nieraz publikowały niejawne informacje ze śledztw i przeważnie racja była po ich stronie.

Przestępstwo jest tylko wtedy, gdy czyn jest szkodliwy społecznie, a w tym przypadku mamy raczej do czynienia z pożytkiem publicznym. To zresztą wątek trzeciorzędny wobec tego, co możemy wyczytać z protokołów ujawnionych przez prokuraturę po tekście w „Gazecie”.

Do tych zeznań warto wracać, za każdym razem, gdy Macierewicz z poważną miną będzie wciskał kit o katastrofie.

Parałem się modelarstwem. Siedziałem w samolocie bojowym. Latałem samolotem i patrzyłem przez okno na skrzydło. Jako dziecko widziałem jak wybuchają stodoły. Przeprowadziłem myślową analizę. Byłem w wojsku. Po studiach przeszedłem półroczny kurs medycyny sądowej. Poza doniesieniami z gazet nie mam wiedzy – tyle do powiedzenia mają „eksperci”; dziwne, że żaden nie powiedział, że dostał na gwiazdkę model samolotu, a potem przeprowadził eksperyment, rzucając nim w choinkę. Pasowałoby do obrazu, jeden z przesłuchiwanych „ekspertów” dowodził zresztą kiedyś swych tez korzystając z puszki po piwie.

Ale to zbyt ważna sprawa, by zdominował ją czarny humor. Sytuacja jest ponura: od trzech lat grupa ludzi z tytułami naukowymi, ale za to bez pojęcia o sprawie robi Polakom wodę z mózgu.

Żaden z zeznającej trójki „ekspertów” nigdy nie zajmował się badaniem katastrof lotniczych. Żaden nie miał dostępu do dowodów. A nie, przepraszam – jeden przez 40 minut oglądał kawałek blachy, pochodzący podobno z rozbitego tupolewa.

Ale „eksperci” nie kompromitują się na własny rachunek. Paranoja smoleńska nie rozprzestrzeniałaby się tak szybko, gdyby nie stała za nią najsilniejsza partia opozycyjna i sprzyjające jej media. Podwładnym Macierewicza jest w jego zespole Jarosław Kaczyński. Szef PiS wyznał ostatnio w „Rzeczpospolitej”, że widzi dla Macierewicza ważne miejsce w rządzie.

Wkrótce PiS będzie wybierał nowe władze, od dawna mówi się, że znajdzie się w nich miejsce dla szefa smoleńskiego zespołu. Oby tak się stało, oby specjalnie dla niego powstało stanowisko wiceprezesa, oby w umysłach Polaków Macierewicz i Kaczyński zrośli się w jedno, oby wszyscy uwierzyli, że już niedługo będzie to dwugłowy polski premier.

I oby zeznania „ekspertów” zawędrowały pod strzechy. Nic i nikt nie zdoła im zagrozić bardziej niż oni sami.