Studio nagrań Platformy

Donald Tusk przestał się spotykać z wyborcami, bo bał się kolejnych pytań „Jak żyć”. Teraz okazuje się, że groźne są dla niego nawet spotkania z działaczami własnej partii.

Gdyby do sytuacji z nagraniem spotkania premiera z działaczami z Dolnego Śląska przyłożyć starą zasadę „Cui prodest”, rzecz byłaby oczywista i stałby za nią bohater nagrania. Posada Pawła Majchera, szefa gabinetu politycznego Bartłomieja Sienkiewicza, według dolnośląskiej PO „pisiora”, jeszcze nigdy nie była tak bezpieczna. Odkąd Tusk na zamkniętym dla mediów – ale nie dyktafonów – spotkaniu powiedział „Pisior, tak? Na mój nos on nie będzie długo dyrektorem”, Majcher może być spokojny. Nawet gdyby Sienkiewicz chciał go zwolnić, Tusk by go wybronił.

Jednak wersja, że to Majcher nagrał Tuska i przekazał nagranie „Newsweekowi” broni się słabo.

Jakoś nie przekonuje mnie też hipoteza, że to jakiś lokalny działacz umyślił sobie, że nagra Tuska, a potem swój plon odda dziennikarzowi.

Zostają więc dwie teorie spiskowe, obie fatalnie świadczące o stosunkach w Platformie.

Pierwsza możliwość jest taka, że za nagraniem stoją wrogowie Grzegorza Schetyny. Zrobili prowokację, bo liczą na to, że Tusk wyjdzie z tego bez szwanku, będzie za to pamiętał, kto jest szefem PO w regionie. Andrzej Biernat, który bardzo chciałby być drugi po Tusku, już zdążył wskazać, że tłumaczyć się powinien Schetyna.

Druga opcja – za nagraniem stoją ludzie Schetyny. Tak prowadzili rozmowę, żeby premierowi coś się wymsknęło. Ot, na przykład sugestia, że jak szef gabinetu politycznego ministra jest pisiorem, to powinno się go wywalić. Wiadomo, że niewygodny dla Tuska temat przetoczy się przez media. Może uda się skubnąć trochę z i tak kiepskich notowań premiera. Schetyna chce władzy nad PO, a tę zdobędzie tylko wtedy, gdy Tusk osłabnie. Jeśli przyjąć taką wersję, to jest w zasadzie pewne, że zielone światło dla akcji dał Schetyna.

I cóż zrobić, gdybym miał 100 zł i miałbym się zakładać, to całą stówę postawiłbym na ten ostatni wariant. Tylko kurs byłby pewnie niski.

Coś mi mówi, że w partii miłości zaczyna się wojna, przy której walka Tuska z Jarosławem Gowinem była przyjacielskimi kuksańcami.

 

PS Co do warstwy etycznej całej historii – próbowałem się na Tuska oburzyć, ale mi nie wyszło, może przez upały. Majcher został mu przedstawiony jako pisowiec. PiS jest partią, której misją jest odsunięcie od władzy Tuska i której liderzy oskarżają go o współudział w rzekomym zamachu na prezydenta. Gabinet polityczny jednego z najważniejszych ministrów w rządzie to nie jest miejsce dla ludzi Jarosława Kaczyńskiego.