Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce Zaraz wracam - Wojciech Szacki: tu piszę o Polityce

10.07.2013
środa

Był Julek

10 lipca 2013, środa,

Jestem winien Julkowi znacznie więcej niż to wspomnienie.

Notka w Wikipedii lakonicznie informuje, że w PRL pracował w „Życiu Warszawy”, „Żołnierzu Polskim” i „Przeglądzie Technicznym”; dwukrotnie zwolniony z pracy, w tym w czasie stanu wojennego za odmowę udziału w weryfikacji dziennikarzy. Współpracował z prasą podziemną, a w 1989 r. związał się z „Gazetą Wyborczą”, gdzie przez wiele lat był wicenaczelnym. Zmarł 1 lipca w wieku 77 lat.

Starsi koledzy z „Gazety” wspominają, że bez Niego „Gazety” by nie było; jako jeden z nielicznych w redakcji wiedział co zrobić, by gazeta była rano w kioskach. Ale o tych czasach nie mam nic do powiedzenia, nie było mnie tam.

Do „Gazety” zawędrowałem przypadkiem, gdy po studiach nie bardzo wiedziałem, co ze sobą zrobić, bo kariera prawnicza niezbyt mnie pociągała. Któregoś dnia latem 2002 r. tata rzucił we mnie gazetą, w której było ogłoszenie o naborze do szkoły dziennikarstwa „Gazety”. Wymyślił ją Julek, o istnieniu którego nie miałem wówczas pojęcia. Dostałem się; jednym z ostatnich etapów egzaminu było wyjście w miasto i napisanie dwóch tekstów.

Następne dwa miesiące polegało z grubsza właśnie na tym. Było nas kilkanaścioro, wylosowaliśmy dzielnice i codziennie rano jechaliśmy do swojej, by ją mozolnie opisywać. Norma – dwa teksty dziennie. Zakaz rozmów z urzędnikami. Jeździłem więc z Ursynowa na Wawer, wysiadałem z pociągu i szukałem punktu zaczepienia. Po południu jechałem do redakcji i tam zaczynały się czary Julka.

Wicenaczelny „Gazety” mógłby pędzić życie zamożnego emeryta, ale do nocy siedział nad naszymi próbami – w sprawach tak doniosłych jak perypetie biblioteki w Aninie czy wojny przewoźników autobusowych z Otwocka – i z półproduktów robił teksty. Czasem ukazywały się w „Metrze”, czasem – to był szczyt marzeń – lądowały w „Gazecie Stołecznej”. Najczęściej jednak kończyły w katologu „jutro” i nigdy z niego nie wychodziły. Ale Julek każdemu z nich poświęcał tyle samo uwagi. Rzadko coś dopisywał. Raczej skreślał, przestawiał akapity, porządkował myśli. Zachęcał do większego wysiłku. Walczył z artykułem, nie z nami, w myśl przykazania sformułowanego kiedyś przez Mariusza Szczygła: „można gwałcić tekst, nigdy autora”. Julek interweniował – pisał powoli, nie do końca nawykły do komputera – wtedy, gdy było to konieczne i tylko wtedy, gdy było to konieczne. Lepszego redaktora nie znałem, niech mi wybaczą Piotrek, Rafał i Łukasz.

Do Julka pasują niemodne słowa. Rzetelność, sumienność, staranność. Był też prototypem Wikipedii i miał fantastyczne poczucie humoru. To on stał za jednym z najlepszych tytułów „Gazety” w historii. Gdy na początku lat 90. runął maszt radiowy w Gąbinie, najwyższy wówczas na świecie, Julek wymyślił tytuł „Był najwyższy, jest najdłuższy”.

Staż w szkole „Gazety” – nazywali nas tam „Julinkiem” – trwał prawie rok. Julek zadbał, by każdy z nas przeszedł przez wszystkie działy „Gazety”. I o to, by zaopiekowali się nami jej najlepsi ludzie. Dzięki Niemu znalazłem się w końcu w dziale politycznym, w kąciku z Ewą Milewicz i Wojtkiem Załuską, którym zawdzięczam nie mniej niż Jemu.

Drugiego Julinka nie było, skończyła się pewna epoka w dziennikarstwie. Gdy ostatni raz widziałem Julka, musiałem interweniować, by został wpuszczony do redakcji, bo recepcjonistki go nie poznały. Zażartował z tego, ale widać było, że trochę zabolało.

Kilku z nas, julinkowców, trzyma się jednak pisania. Dominik jest redaktorem w wyborcza.pl Łukasz – szefem działu kultury. Mariusz jest korespondentem „Gazety” w USA, Tomek – w Brukseli. Kuba – jemu trochę zazdroszczę – pisze o tenisie; w dniu pogrzebu Julka oglądał z trybun półfinał Wimbledonu.

Pogrzeb, jak na tego rodzaju uroczystość, był pogodny. Ksiądz odczytał Julkowi psalm 39, jeden z piękniejszych fragmentów Biblii: „Usłysz, o Panie, moją modlitwę, i wysłuchaj mego wołania; na moje łzy nie bądź nieczuły, bo gościem jestem u Ciebie, przechodniem – jak wszyscy moi przodkowie”. Ale niektórzy przechodnie zostawiają za sobą ślady. Te, które zostawił Julek prowadzą w dobrą stronę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. So true.

  2. piękny tekst, panie Absolwencie Julinka .
    Piękny , bo prawdziwy

css.php