Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

10.04.2017
poniedziałek

Ofiary lepszego i gorszego sortu

10 kwietnia 2017, poniedziałek,

Tradycja piękna sprawa, choć nie każda. PiS pielęgnuje zwyczaj segregacji ofiar katastrofy smoleńskiej i choć historia się powtarza, to niełatwo do niej przywyknąć, zwłaszcza, gdy rzecz dzieje się w Kancelarii Premiera z udziałem najwyższych władz Rzeczypospolitej.

Została tam odsłonięta tablica pamiątkowa poświęcona trzem osobom: Lechowi Kaczyńskiemu, Zbigniewowi Wassermannowi i Przemysławowi Gosiewskiemu.

Jaki był klucz doboru nazwisk? Bliskości z Jarosławem Kaczyńskim? Rozmawiałem przed chwilą z Barbara Nowacką, córką byłej wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej, która – tak samo jak Gosiewski – zginęła w katastrofie. O uroczystościach w Kancelarii dowiedziała się dziś z telewizji.

Okazuje się, że ofiary też są lepszego i gorszego sortu. Naprawdę PiS wszedł na moralne wyżyny.

 

28.03.2017
wtorek

Waszczykowski, błąd w matriksie

28 marca 2017, wtorek,

Witold Waszczykowski to zdecydowanie najbardziej tajemnicza postać w ekipie Beaty Szydło.

Ktoś mógłby się w tym miejscu oburzyć albo spróbować polemiki. A Jan Szyszko? No więc minister środowiska to oczywiście historia smutna (zwłaszcza dla środowiska), lecz wytłumaczalna. Za dziarskim drwalem stoi wiele lat znajomości z Jarosławem Kaczyńskim i potęga o. Rydzyka.

A Antoni Macierewicz? Minister obrony, owszem, śmieszy, tumani i przestrasza (oraz szkodzi PiS, armii itp.), ale za cynikiem smoleńskim stoi miłość elektoratu. Macierewicz dla znacznej części wyborców PiS jest drugi po Kaczyńskim, jego nagła dymisja byłaby niezrozumiała.

Wśród pozostałych ministrów są lepsi i gorsi, ciekawsi i mniej ciekawi, ale zasadniczo nie rzucają się aż tak w oczy, a jeśli nawet się rzucają – jak Anna Zalewska czy Mariusz Błaszczak – to z przerwami.

Witold Waszczykowski przerasta pod tym względem całą resztę rządu o głowę. Nie było chyba wywiadu, w którym nie powiedziałby czegoś głupiego. Jest jak fabryka gaf pracująca na dwie zmiany, jest jak niezmordowany przodownik pracy bijący rekord w liczbie wpadek. Prominentni politycy obozu władzy nie nadążają ze sprzątaniem po Waszczykowskim, powinien powstać osobny resort odpowiedzialny wyłącznie za rozwiązywanie waszczykowskich kryzysów.

W jego dorobku jest obrażenie uczestników najliczniejszych protestów za rządów PiS, zagwarantowanie Polsce poparcia nieistniejącego państwa, a teraz doszło oskarżenie o sfałszowanie wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Waszczykowski, owładnięty obsesją przypodobania się Kaczyńskiemu, nie zauważył, że wszyscy w PiS, łącznie z prezesem, wiosłują chwilowo w stronę Europy, by odrobić straty po porażce z Tuskiem.

Co to za tajemnicza siła, która trzyma Waszczykowskiego w MSZ?

Minister w PiS jest singlem. Nie zbudował sobie wyjątkowych relacji z Kaczyńskim. Naraził się PiS-owym radykałom tym, że działa zbyt wolno; skłócił się z PiS-owskimi gołębiami jak jego własny zastępca Konrad Szymański. Nie czuje polityki, jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem i co chwila wpada na skały. Niczego PiS-owi nie załatwił, za to odpowiada za straty sondażowe i wizerunkowe partii. Zresztą nawet posłowie PiS się z niego nabijają. A jednak trwa.

Wygląda trochę jak błąd w matriksie; jego zaistnienia i ciągnącego się aż do dziś niczym guma do żucia istnienia w gmachu MSZ nie tłumaczy nic.

15.03.2017
środa

Znikający kongres

15 marca 2017, środa,

To może nic nie znaczyć, ale jest jakoś interesujące, że zapowiadany od dziewięciu miesięcy kongres PiS mógłby wystąpić w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.

O partyjnym zjeździe pierwszy wspomniał sam Jarosław Kaczyński. 2 lipca 2016 r. powiedział: „Proponuję, by kolejna, podsumowująca także czas naszych rządów tura kongresu odbyła się po roku władzy, czyli przy końcu roku”.

Rok władzy minął, koniec roku kalendarzowego się zbliżał, kongresu nie było, więc w grudniu szefa PiS zagadnęła „Rzeczpospolita”: „Zapowiadał pan, że pod koniec roku PiS zwoła kongres, który podsumuje pracę rządu i postawi mu zadania na kolejny rok. Rok powoli dobiega końca…”, na co Kaczyński odparł: „Mamy to w planach, ale przesunęliśmy to na luty”.

Na początku roku o kongres spytałem Joachima Brudzińskiego; usłyszałem, że zjazd odbędzie się w marcu, co mnie nieco zmartwiło, gdyż obawiałem się kolizji z moimi planami narciarskimi.

Niesłusznie, jak się okazało, gdyż wszystko wskazuje na to, że i w marcu kongresu nie będzie.

Teraz od pewnego Ważnego Działacza dostałem wiadomość: „Troszkę się przedłuża”.

To widzę, ale może budzić ciekawość, dlaczego „się przedłuża” i jak długo będzie „się przedłużało”. PiS nie ogarnął na czas sali? Krzeseł zabrakło? Agencja eventowa nawaliła? A może to nie nieudolność, może – przecież i tego nie można wykluczyć – w grę wchodzi polityka i Kaczyński szykuje na kongres jakąś bombę? Jak to się czasem mówi – gdy nie wiadomo, co powiedzieć – czas pokaże.

W każdym razie, jak się dowiaduję od Ważnego Działacza, kongres będzie, jak go prezes zwoła.

 

 

 

23.02.2017
czwartek

Pokot bez emocji

23 lutego 2017, czwartek,

„Pokot” Agnieszki Holland to film może i wybitny, tyle że oglądać się go nie da. Nie daje widzowi satysfakcji ani jako thriller, ani jako czarna komedia, ani jako baśń.

Nie jestem krytykiem filmowym, ale dobre thrillery kojarzą mi się z napięciem i zwrotami dynamicznej akcji. Trup się w „Pokocie” ściele wprawdzie gęsto, ale, trzymam się zwierzęcej tematyki, akcję filmu przegoniłby byle żółw. A jeśli chodzi o napięcie, to gdzieś po kwadransie nawet osioł wie, kto będzie mordercą.

Czarna komedia powinna być śmieszna. Kilka scen jest w „Pokocie” naprawdę zabawnych, w tym zwłaszcza brawurowy monolog listonosza, jak zwykle świetny jest też Gierszał w roli dotkniętego padaczką informatyka, który wnosi do filmu trochę życia – ale na dwie godziny to zasmucająco mało.

Baśń? Nastrój budują świetne zdjęcia pięknej przyrody, ale brakuje w tym filmie poezji i lekkości.

To zresztą – poza wszechogarniającą nudą – jest mój główny zarzut wobec „Pokotu”. Schemat goni schemat i schematem pogania. Jak myśliwy, to obowiązkowo wredny i dziwkarz-alkoholik przy tym; jak ksiądz, to fanatyk, jak entomolog, to zbzikowany. Żadnego życia w tych postaciach nie uświadczysz, żadnej ciekawości nie budzą, żadnej interesującej przemiany nie przechodzą.

Co można wynieść z „Pokotu”? Że nie należy dręczyć zwierząt? Że krzywda im wyrządzona wraca? Wow, co za niesamowite przesłanie.

„Pokot” to film z gatunku tych, których recenzje powstały długo przed premierą i mogę się domyślać, co, kto, i w jakiej redakcji o nim napisze. Recenzje będą skrajne, ale domniemuję, że film wzbudzi emocje głównie wśród krytyków, a widzów pozostawi doskonale obojętnymi.

17.02.2017
piątek

Gorące biurko

17 lutego 2017, piątek,

Zachciało mi się dziś obrony mebla, cudzego zresztą. Kolega dziennikarz wrzucił na swój profil zdjęcie posprzątanego biurka. Nie, nie został zwolniony; usłyszał, że firma przechodzi na system „hot desk”. I że w związku z tym na biurku i w szafce przy biurku nie może być jego rzeczy, bo zarówno biurko jak i szafka przestają być jego biurkiem i jego szafką.

Hot desking, czytam w Wikipedii, to taki system organizacji pracy, w którym pracowników jest więcej niż stanowisk pracy. Przychodzisz do pracy, dowiadujesz się gdzie akurat jest wolne miejsce i pracujesz. Dzięki temu firma może zaoszczędzić na przestrzeni biurowej.

Makabra. A w dziennikarstwie – makabra do kwadratu. Nie chce mi się nawet ironizować, że „hot desk” to krok w dobrą stronę, ale szkoda, że tylko jeden, bo można by jeszcze miedzy dziennikarzami losować tematy, albo przyspieszyć o 50 proc. deadliny. Gorące biurko to idiotyzm podobnego kalibru.

Pamiętam, jak lata temu z niedowierzaniem oglądałem stosy pożółkłych gazet na biurku pewnego dziennikarza gospodarczego „Gazety”. „Stosy” nie są tu żadną przesadą, to były widoczne z kilkunastu metrów góry papieru.

Pamiętam, że moja ulubiona dziennikarka polityczna miała dwa biurka, bo na jednym nie mogły się pomieścić książki, notatki, papiery i Bóg wie co jeszcze.

Pamiętam, jak wybitna publicystka prawna miała kilkanaście metrów półek z segregatorami spraw, komentarzami prawnymi, wycinkami z gazet.

Zastanawiałem się wówczas, jak oni mogą cokolwiek w tym gąszczu znaleźć. Wciąż nie mam pojęcia, jak to robili, ale praktyka świadczyła na ich korzyść. Dziennikarz gospodarczy zawsze odnajdywał gazetę z poszukiwanym artykułem, dziennikarka polityczna bez pudła wskazywała na właściwą książkę, a publicystka prawna znajdowała segregator z interesującą ją sprawą.

Z czasem i ja zacząłem obrastać papierami. Biurko jest nie tylko kawałkiem drewna, na którym stoi komputer. Jest kawałkiem przestrzeni, którą trzeba oswoić i po swojemu ukształtować, tak by pomagało, a nie przeszkadzało w pracy.

Rozglądam się po moim biurku. Piłki antystresowe, figurka Lego, drewniana żaba, puszka po herbacie wypełniona wizytówkami, notesy, zapisane i niezapisane kartki, długopisy, tygodniki lepszego i gorszego sortu, wycinki z gazet, puchar(ek) za turniej tenisowy, kubek, zabawka z jajka niespodzianki. Bałagan, ale mój bałagan, w którym wszystko mogę odnaleźć. Zamach na ten nieporządek byłby, przesadzam tylko trochę, zamachem na moją pamięć.

14.02.2017
wtorek

Jakośtobędzizm

14 lutego 2017, wtorek,

Nie będę dziś oryginalny i zaśpiewam w chórze, bez wielkiej nadziei zresztą, że nawet wiele podobnych głosów cokolwiek zmieni.

Wypadek Beaty Szydło można rozbierać na czynniki pierwsze, badać i ustalać, ile wlezie. Żadne badania nie zmienią jednak faktu podstawowego: limuzyna z panią premier uderzyła w drzewo po próbie wyprzedzania na podwójnej ciągłej.

W Polsce poza konstytucyjną hierarchią źródeł prawa obowiązują dwie normy zwyczajowe i zarazem nadrzędne.

Pierwsza stanowi, że jakoś to będzie.

Druga rozciąga immunitet dla VIPów na prawa fizyki.

Przeraża żywotność obu tych reguł w kraju, gdzie spadają statki powietrzne z premierem, generalicją i prezydentem. Klasa polityczno-urzędnicza nie wyciąga żadnych wniosków z tego, co się wydarzyło. I dzieje się nadal, szczęśliwie bez tak tragicznych skutków. Bo jakoś to będzie.

Proszę wskazać jeden kraj zachodni, gdzie w ciągu roku pęka zużyta opona w prezydenckiej limuzynie, rozpędzony minister obrony taranuje kierowców na czerwonym świetle, a premier ląduje na drzewie, wyprzedzając mimo zakazu.

A był jeszcze przecież listopadowy powrót Szydło z Londynu, gdy do rządowego samolotu wpuszczono zbyt wiele osób i tylko zdecydowana postawa pilota sprawiła, że nadmiarowi pasażerowie w końcu wyszli.

Ale wypadek Szydło pokazuje coś jeszcze; sądzę, że w wielu państwach byłby po prostu nie do pomyślenia. Ważne – dla celów procesowych i politycznych – będzie ustalenie, czy i jakich sygnałów używała kolumna rządowa, jaka była jej prędkość, jaki był odstęp między autami i czy wyprzedzany kierowca seicento włączył lewy kierunkowskaz.

Mnie się po tym nieszczęśliwym zdarzeniu marzy zmiana mentalności klasy miłościwie nam panującej. Pani premier – znów przyłączam się do wielu głosów – wracała z pracy do domu, a nie spieszyła się na szczyt NATO czy kluczowe posiedzenie rządu. Przepisy, które pozwalają łamać kodeks drogowy służą bezpieczeństwu, a nie komfortowi. Mają usprawnić działanie służb – w tym karetek, straży pożarnej, policji – a nie przyspieszyć o kilka minut powrót polityka z pracy do domu.

Mam poza tym wrażenie, że PiS jest świadom ryzyka, które niesie za sobą wypadek Szydło. Dlatego minister Błaszczak w kontekście wypadku gada głupoty o tym, jak się demonstranci 16 grudnia rzucali pod koła polityków PiS; partia rządząca weszła w swoją ulubioną rolę ofiary. Ale coraz trudniej grać ofiarę, gdy się już ponad rok rządzi.

Gdzieś tuż za rogiem czeka mocny przekaz o arogancji władzy, niesprawności służb państwowych, a w odleglejszej perspektywie – nawet osłabienie mitu smoleńskiego. Bo skoro tej władzy słabo idzie przemieszczanie się z punktu A do punktu B, to żadne zamachy nie są potrzebne.

2.02.2017
czwartek

Czy Kaczyński naprawdę wspiera Schetynę?

2 lutego 2017, czwartek,

Są teksty, które budzą we mnie polemistę. Jest tak z najnowszym artykułem okładkowym „Newsweeka”, z którego się dowiaduję, że Jarosław Kaczyński postanowił pomóc Grzegorzowi Schetynie zostać liderem opozycji i dlatego wraz ze wszystkimi prawicowymi mediami powstrzymuje się od ataków na szefa Platformy.

W tekście występują pewne, by tak rzec, mielizny faktograficzne. Schetyna nie wygrał np. wyborów na szefa PO z Ewą Kopacz, bo takich wyborów nie było.

Nie jest też jedynym politykiem PO, który dostał od PiS funkcję przewodniczącego komisji sejmowej, bo takich polityków jest siedmioro.

A jako wytrwały czytelnik mediów prorządowych mogę zaświadczyć, że Schetyna nie jest w nich specjalnie oszczędzany; w czasie kryzysu dostało mu się znacznie mniej niż Ryszardowi Petru czy Mateuszowi Kijowskiemu, ale tak się składa, że to nie szef PO dał się przyłapać w samolocie do Portugalii z partyjną koleżanką, nie wypłynęły też żadne faktury. Ale już wczoraj wierne jak Szarik „Wiadomości” dały pasek „Platforma broni TW Bolka” i puściły archiwalną wypowiedź Schetyny o potrzebie likwidacji IPN.

Sprzeciw budzi jednak przede wszystkim myśl przewodnia w tekście „Newsweeka”, a mianowicie wiara, że życzliwość ze strony Jarosława Kaczyńskiego może pomóc Schetynie w przejmowaniu wyborców zarazem opozycyjnych i nieplatformerskich.

„Skoro Kaczor nie atakuje Scheta, tylko Ryszarda, to może jednak ja postawię na Scheta” – tak miałaby pomyśleć rzesza wyborców Nowoczesnej? Którzy, jak wynika z badań, są bardziej jeszcze antypisowscy niż zwolennicy PO?

Odwrotnie, gdyby Kaczyński chciał pomóc Schetynie, to właśnie jego powinien wziąć na celownik i ogłosić wrogiem nr 1.

Nie zmienia to faktu, że Kaczyński i Schetyna mają teraz pewną wspólnotę interesów. Żaden z nich nie płakałby po Nowoczesnej czy KOD i żaden z nich nie kocha Donalda Tuska. Ale to już trochę inna bajka.

27.01.2017
piątek

Jak to było z Bielanem w MSZ

27 stycznia 2017, piątek,

Czytam w Onecie: „Pytany o artykuł »Utalentowany pan Bielan« w najnowszym numerze tygodnika POLITYKA, w którym Jarosław Gowin wymienia go jako potencjalnego szefa MSZ w którymś rządzie Zjednoczonej Prawicy, Adam Bielan odpowiada: »Nie czytałem jeszcze tego artykułu. Mówiłem autorowi, który zadzwonił do mnie na dwa tygodnie przed publikacją, że nie jest to prawda i prosiłem, żeby nie powielał tej plotki«”.

Adam Bielan – jako wytrawny polityk – z pewnością wie, że nie odpowiedział na pytanie zadane mu przez dziennikarza Onetu. Istotnie, w rozmowie ze mną zaprzeczył krążącej od dłuższego czasu wśród dyplomatów i ważnych urzędników pogłosce, jakoby miał zastąpić jednoosobową fabrykę gaf.

I faktycznie poprosił, żebym o tej plotce nie pisał. I nie napisałem. Jedyną osobą, która w moim tekście łączy Adama Bielana z MSZ jest jego partyjny szef Jarosław Gowin, który mówi o „którymś z przyszłych rządów”.

19.01.2017
czwartek

Serbska maszyna się zacięła

19 stycznia 2017, czwartek,

Od czasu do czasu sprawy istotne odrywają mnie od polityki. Novak Djokovic przegrał z Denisem Istominem – tenisistą znanym koneserom – w drugiej rundzie Australian Open. Kto wie, czy nie jest to jeden z najważniejszych meczów, nie tylko tego roku. Kiedyś już tu powątpiewałem, czy Djokovic może zostać GOAT (największym w historii), dzisiejsza porażka tę wątpliwość potęguje.

Od początku 2015 do połowy 2016 r. Djokovic wygrywał niemal wszystko, w tym pięć z sześciu rozgrywanych w tym czasie turniejów wielkoszlemowych. Jeden jedyny mecz w czerwcu 2015 r. dzielił go od wyczynu nieosiągalnego dla nikogo we współczesnym tenisie, czyli zdobycia Wielkiego Szlema. Był to finał Rolanda Garrosa, w którym Serb odbił się od grającego tenis z kosmosu Wawrinki.

Przez tamto półtora roku Djokovic wygrał 126 meczów, przegrał tylko 9. Zdobył 17 tytułów.

W końcu, gdy w czerwcu 2016 r. pokonał Murraya i wygrał w Paryżu, fani Federera zadrżeli.

Serb wygrał 12 tytuł wielkoszlemowy i na horyzoncie nie było widać konkurenta. Wydawało się kwestią czasu, kiedy 17 tytułów Rogera przestanie być przepustką do miana największego w historii.

A tymczasem Djokovic się zaciął. Trzecia runda Wimbledonu i porażka z Querreyem. Igrzyska – przegrana w pierwszej rundzie z del Potro. US Open – przegrany finał, znów zresztą z Wawrinką. Przegrany półfinał w Szanghaju z Agutem. Ćwierćfinał w Paryżu – z Cilicem. I wreszcie w listopadzie, w meczu o pierwsze miejsce w rankingu – gładka porażka z Murrayem. I teraz ta katastrofa w Melbourne – odpadnięcie w drugiej rundzie z tenisistą spoza pierwszej setki rankingu.

Odbija się teraz moim zdaniem to zeszłoroczne zwycięstwo w Paryżu, zdobycie brakującego tytułu wielkoszlemowego. Djokovic znalazł się wśród największych w historii, co musiało wpłynąć na jego nastawienie do treningu i startów w turniejach. Brakuje pewnie trochę apetytu na zwycięstwa, kusi życie rodzinne, po ludzku się odechciewa. Większy głód zwycięstw i większą determinację widać dziś u Murraya, przez lata na kredyt zaliczanego do „wielkiej czwórki”.

Kryzys Djokovica – który nie przeszkodzi mu pewnie wygrać jeszcze niejednego turnieju – sprawi, że bardzo trudno będzie mu dogonić Federera. W tym roku kończy trzydziestkę i niedługo sam zacznie być nazywany weteranem.

10.01.2017
wtorek

Rząd kręci w sprawie konwencji antyprzemocowej

10 stycznia 2017, wtorek,

Z cytatów biblijnych rząd najbardziej przywiązał się do zalecenia Mateusza: „Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa”. Dowodem niech będzie garść cytatów o konwencji antyprzemocowej.

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Adam Lipiński, 27 listopada 2016 r., w odpowiedzi na pytanie, czy rząd pracuje nad wypowiedzeniem konwencji: „Nic o tym nie wiem. Kto mógł wydać takie polecenie, jeśli nie ja? Dementuję”.

Minister rodziny Elżbieta Rafalska, 7 grudnia: „Jestem za wypowiedzeniem przez Polskę konwencji antyprzemocowej”.

Lipiński, 8 grudnia: „Nie wiem, czy wypowiemy konwencję, ale na pewno nie zgodzimy się na zewnętrzną kontrolę”.

Rafalska, 8 grudnia, w odpowiedzi na pytanie, czy rząd pracuje nad wypowiedzeniem konwencji: „W rządzie nie są prowadzone takie prace i na rządzie sprawa konwencji nie stawała. Z tego, co mi wiadomo, takie prace u mnie w resorcie nie trwają i rząd nie zlecał chyba takich prac”.

Lipinski w piśmie do rzecznika praw obywatelskich, 23 grudnia: „Do pełnomocnika rządu ds. równego traktowania wpłynął 28 listopada projekt wniosku o wypowiedzenie przedmiotowej Konwencji wraz z uzasadnieniem, rozesłany do uzgodnień międzyresortowych przez Ministerstwo Sprawiedliwości”.

Wzorowa komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna oraz nowatorska próba zaprzęgnięcia chaosu w służbę państwu. Chaosu, bo przecież nikt nie śmie podejrzewać najwyższych urzędników Rzeczypospolitej o krętactwo.

Ręce, nie tylko te Mateuszowe, same składają się do oklasków.

css.php