Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.02.2017
piątek

Gorące biurko

17 lutego 2017, piątek,

Zachciało mi się dziś obrony mebla, cudzego zresztą. Kolega dziennikarz wrzucił na swój profil zdjęcie posprzątanego biurka. Nie, nie został zwolniony; usłyszał, że firma przechodzi na system „hot desk”. I że w związku z tym na biurku i w szafce przy biurku nie może być jego rzeczy, bo zarówno biurko jak i szafka przestają być jego biurkiem i jego szafką.

Hot desking, czytam w Wikipedii, to taki system organizacji pracy, w którym pracowników jest więcej niż stanowisk pracy. Przychodzisz do pracy, dowiadujesz się gdzie akurat jest wolne miejsce i pracujesz. Dzięki temu firma może zaoszczędzić na przestrzeni biurowej.

Makabra. A w dziennikarstwie – makabra do kwadratu. Nie chce mi się nawet ironizować, że „hot desk” to krok w dobrą stronę, ale szkoda, że tylko jeden, bo można by jeszcze miedzy dziennikarzami losować tematy, albo przyspieszyć o 50 proc. deadliny. Gorące biurko to idiotyzm podobnego kalibru.

Pamiętam, jak lata temu z niedowierzaniem oglądałem stosy pożółkłych gazet na biurku pewnego dziennikarza gospodarczego „Gazety”. „Stosy” nie są tu żadną przesadą, to były widoczne z kilkunastu metrów góry papieru.

Pamiętam, że moja ulubiona dziennikarka polityczna miała dwa biurka, bo na jednym nie mogły się pomieścić książki, notatki, papiery i Bóg wie co jeszcze.

Pamiętam, jak wybitna publicystka prawna miała kilkanaście metrów półek z segregatorami spraw, komentarzami prawnymi, wycinkami z gazet.

Zastanawiałem się wówczas, jak oni mogą cokolwiek w tym gąszczu znaleźć. Wciąż nie mam pojęcia, jak to robili, ale praktyka świadczyła na ich korzyść. Dziennikarz gospodarczy zawsze odnajdywał gazetę z poszukiwanym artykułem, dziennikarka polityczna bez pudła wskazywała na właściwą książkę, a publicystka prawna znajdowała segregator z interesującą ją sprawą.

Z czasem i ja zacząłem obrastać papierami. Biurko jest nie tylko kawałkiem drewna, na którym stoi komputer. Jest kawałkiem przestrzeni, którą trzeba oswoić i po swojemu ukształtować, tak by pomagało, a nie przeszkadzało w pracy.

Rozglądam się po moim biurku. Piłki antystresowe, figurka Lego, drewniana żaba, puszka po herbacie wypełniona wizytówkami, notesy, zapisane i niezapisane kartki, długopisy, tygodniki lepszego i gorszego sortu, wycinki z gazet, puchar(ek) za turniej tenisowy, kubek, zabawka z jajka niespodzianki. Bałagan, ale mój bałagan, w którym wszystko mogę odnaleźć. Zamach na ten nieporządek byłby, przesadzam tylko trochę, zamachem na moją pamięć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Nie wiem czy redaktor czyta kryminały, ale nie czytał serii Lizy Marklund. To książki o dziennikarce, jej związkach, szwedzkim społeczeństwie (niespodzianka!), wreszcie o kryminalnych wyzwaniach stojących przed bohaterką. To co wiąże wiąże z pańskim wpisem to tło, przez lata pracy zmienia się redakcja, gorące biurko – codzienność, zanikają fotografowie – reporterka robi zdjęcia telefonem, liczy się szybkość nie jakość fotografii, redakcja tabloidyzuje się (od początku nie jest gazetą wysokich lotów), proliferuje – wydania online i offline… Ciekawy portret współczesnych prac, niezbyt optymistyczny

  2. Dawniej stosy papieru na biurku i w szafach, dzisiaj zalecany „hot desk”,
    w niedalekiej przyszłości wystarczy solidna obsesja, aby zostać celebrytą dziennikarzem lub kultowym politykiem. Oglądałem dziennik telewizyjny TVP /17 lutego/, oni już są w XXII wieku.

  3. Pewnie są dziennikarze, którzy muszą mieć własny kąt i składy informacji. Ale większość, przynajmniej powierzchownie i tych znanych z mediów tylko bloguje i troluje oraz włóczy się od studia do studia w Warszawie by otwierać bez sensu jadaczkę. Takim wystarczy chyba tablet i miejsce choćby w kiblu, by wykonywać „sumiennie” swą „dziennikarską misję”.

css.php