Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

8.12.2016
czwartek

Piotrowicz i inne ofiary

8 grudnia 2016, czwartek,

Szykanowani niegdyś, atakowani dziś, prześladowani w przyszłości – biedni, nieszczęśliwi rozmówcy braci Karnowskich w tygodniku „wSieci”. Ich świat to przygnębiające i nieprzyjemne miejsce, nawet jeśli robią w nim oszałamiającą karierę.

– Niestety zdarzają się groźby, czasem bardzo nieprzyjemne. Próbuje się zastraszać reporterów, wywierać na nich presję, zmusić do zmiany perspektywy. Obawiam się jakiejś prowokacji – żali się szefowa „Wiadomości” Marzena Paczuska.

Biedny jest też poseł prokurator Piotrowicz, który tak wspomina swe traumatyczne przeżycia z czasów PRL: „Zaczęły się regularne szykany. Tak zwane czołganie człowieka. To był mroczny czas i to, co zrobiłem, wymagało odwagi. Zalazłem im za skórę i zaczęło się szukanie na siłę haków. Czegokolwiek, czym można by we mnie uderzyć”.

Rys męczennika odnajduje w sobie potentat medialny o. Rydzyk, hołubiony przez pana prezydenta, panią premier, marszałków i połowę rządu. „O, nie powiedziałbym, że radio jest na pewno bezpieczne. Oni dochodzili przeciw nam bardzo wysoko, także niestety w kościele. I stosowali przeróżne metody. Ten nacisk był straszliwy, z każdej strony. Kiedyś jeden z księży powiedział do mnie: „Tadeusz, oni cię zabiją”. Zapytałem „Jak?”. Odpowiedział: Przez media. Ja ich znam”. I znał, bo był z rodziny, której członkowie byli bardzo wysoko w tamtych strukturach”.

Ale i teraz nie jest różowo. „Zainteresowałem się ostatnio reklamami. Mówię o spółkach państwowych. A ile dostaje Telewizja Trwam? Zastanawiam się więc, czy ktoś tam w tych spółkach nie oszukuje – zamartwia się zakonnik.

Kiedy ktoś czuje się nie dość czołgany obecnie, stara się pocieszyć nagonką, która nadejdzie. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której specjalnie wykrojono artykuł w siódmej bodaj w tej kadencji ustawie o Trybunale, by to ona mogła przejąć w nim władzę, mówi: „I tak zaatakują mnie bez litości za te kilka słów prawdy”.

Językoznawcom zostawiam interesującą kwestię języka, którym posługują się ci wszyscy nieszczęśnicy. Skrzywdzeni i poniżeni, ale nie wiadomo przez kogo. Gdzieś po drodze zgubili podmiot i zostały im przedziwne bezosobowe konstrukcje: „próbuje się zastraszać”, „zaczęło się szukanie haków”, „tamte struktury”, „zaatakują mnie”, „byłem czołgany”.

1.12.2016
czwartek

Cuda Bugały

1 grudnia 2016, czwartek,

Jeśli każda epoka ma jakiś symbol, to symbolem domu wariatów w TVP (copyright Piotr Gliński) jest Ewa Bugała. Ze sporym zainteresowaniem śledzę jej dokonania. Kto jej pisze te teksty? Kto podpowiada rozmówców? Czy to jej samodzielna radosna twórczość?

Dziś, business as usual, pani Bugała dzielnie zaatakowała Platformę i jej gabinet cieni, dwukrotnie udzielając głosu prorządowemu komentatorowi z „wSieci”. Do tych substandardów można się jakoś tam przyzwyczaić, dom wariatów rządzi się swoimi prawami.

Ale analfabetyzm? Nawet w „Wiadomościach” Jacka Kurskiego to jednak pewna nowość.

– Prace gabinetu cieni nie poprawiły notowań polityków PO – ucieszyła się Bugała. – Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS, cień premiera nie cieszy się zaufaniem Polaków – uściśliła.

Pani Ewo, czytanie ze zrozumieniem. Ale to nie „Jeden z dziesięciu”, ma pani więcej czasu; nie oczekuję zresztą odpowiedzi, nie mówiąc o odpowiedzi poprawnej.

Więc pytanie retoryczne: Jakim cudem prace gabinetu cieni mogły poprawić notowania polityków PO w sondażu CBOS, jeśli gabinet ów powstał 17 listopada, a sondaż został przeprowadzony między 4 a 13 listopada?

Cudem postprawdy chyba.

28.11.2016
poniedziałek

Zdrada klerka Glińskiego

28 listopada 2016, poniedziałek,

Coraz pilniejsze, zwłaszcza z punktu widzenia PiS, wydaje się sklonowanie Marka Suskiego.

Bo – mogłoby pomyśleć kierownictwo – z inteligentami w naszej partii trochę jak u Gogola. Jeden tylko jest porządny: Gliński; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.

Tyle się w niego zainwestowało, sam prezes wychwalał i najwyższe urzędy obiecywał, do godności wicepremiera wyniósł – a ten idzie do „Wiadomości” i gada, że telewizja publiczna to kompromitacja, propaganda i dom wariatów.

Krótko mówiąc – zdrada klerka.

Nie lubię porównań naszych czasów z PRL, czuję lekki wstręt do wszelkich analogii, trudno mi jednak nie pomyśleć o prof. Glińskim jak o rewizjoniście; dawno temu inteligenci też zaczynali od punktowej krytyki władzy, by potem władzę tę fundamentalnie odrzucić.

Można oczywiście – małostkowo – zarzucać Glińskiemu, że z całego rozległego przecież bagna „Wiadomości” dostrzegł jedną kałużę, i to tylko dlatego, że to w nią akurat wdepnął; ale można też mieć nadzieję, że z czasem zobaczy otoczenie w całej okazałości. Że w „domu wariatów” – by trzymać się metafory Glińskiego – jest wiele pokojów, nie tylko ten jeden, w którym pacjentom serwuje się końską dawkę topornych materiałów o organizacjach pozarządowych.

Proces myślowy profesora może zresztą przyspieszyć, zwłaszcza jeśli zostanie dodatkowo przeczołgany przez kolegów z partii i życzliwych jej mediów.

Bo jak inteligent zaczyna wątpić, to przestaje być „swój”, a jak przestaje być „swój”, to zaczyna wątpić jeszcze bardziej, aż staje się pełną gębą dysydentem.

Dlatego, jak mniemam, należy konsekwentnie stawiać na innowacyjność i badania naukowe. Jeden organicznie niezdolny do wątpliwości Suski to stanowczo za mało.

18.11.2016
piątek

Przekroczyć próg śmieszności

18 listopada 2016, piątek,

Znajdujemy się w momencie, który w normalnych państwach zdarza się nieczęsto, a być może nie zdarza się wcale – między uroczystymi obchodami okrągłej 14 rocznicy zaprzysiężenia prezydenta stolicy a intronizacją Chrystusa z udziałem prezydenta republiki.

Pod warszawskim ratuszem wartę zaciągnęli żołnierze, tłum dygnitarzy złożył wieńce. Był marszałek Sejmu, przyszły szefowe kancelarii prezydenta i premiera, głaz z wybitnie nieudaną podobizną Lecha Kaczyńskiego zaszczycili ministrowie obrony, rodziny, środowiska, spraw wewnętrznych. Całość retransmitowała (ktoś pewnie da głowę za brak transmisji) publiczna telewizja.

Dziecko Mrożka i Barei by tego nie wymyśliło, a przecież rządzący nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Wręcz przeciwnie, nastąpił jakiś listopadowy wysyp groteski.

Wszystko dzieje się w tygodniu, w którym szef tych wszystkich ludzi za spowolnienie wzrostu PKB obciążył przedsiębiorców zadających się z opozycją, a posłanka partii rządzącej snuła tyleż niezborne, co przerażające rozważania o deportacji tych czy owych z Polski. A już jutro Andrzej Duda weźmie udział w intronizacji Chrystusa w Łagiewnikach.

Niby to wszystko bardzo zabawne – internauci piszą o kimirsenizmie i domagają się świętowania 25 rocznicy objęcia przez Lecha Kaczyńskiego NIK itp. – ale mnie jakoś śmieszy to coraz mniej.

16.11.2016
środa

Red. Karnowski cudze gani, swego nie zna

16 listopada 2016, środa,

Do napisania tej notki zainspirowały mnie słowa publicysty tygodnika „wSieci” Michała Karnowskiego:

„Polacy byli oszukiwani, bo media, które były finansowane przez władzę nie były w stanie dać prawdziwego obrazu rzeczywistości”.

Wypowiedź ta padła w „Wiadomościach” w materiale demaskującym przykry fakt, że samorządy nieopanowane jeszcze przez PiS zamieszczają reklamy w „Gazecie Wyborczej”.

Brawura, z którą Karnowski strzelił tego samobója zadziwia. Zajrzyjmy do trzech wydań „wSieci” z tej jesieni.

W nr. 40 (3-9 października) mamy reklamę PGNiG oraz dwustronicową promocję Orlenu nieoznaczoną zresztą jako reklama. Dalej, również bez oznaczenia „reklama” czy „promocja” jest stronica finansowana m.in. przez ministerstwo rozwoju o funduszach europejskich. Potem – strona promująca konferencję Cybersec organizowanej w dużej mierze za pieniądze spółek skarbu państwa pod patronatem dziesięciu jeśli dobrze liczę ministerstw. I jeszcze dwie strony o tej konferencji powstałe „przy współpracy z EXATEL SA”; EXATEL SA należy w całości do PGE, czyli spółki skarbu państwa.

Dalej rodzynek, czyli reklama oznaczona jako reklama – Enea (kontrolowana przez skarb państwa). I jeszcze mała promocja Orlenu. I jeszcze ministerstwo rozwoju na połowie strony zaprasza na konferencję.

Nr 45 (7-13 listopada) przynosi reklamy PZU, Kongresu 590 (partnerzy strategiczni – Orlen, PKO BP i PZU) oraz TVP. Dalej znów promocja funduszy europejskich. I śpiewnik pieśni patriotycznych, wspierany przez Pocztę Polską i KGHM. I jeszcze jedna promocja Kongresu 590.

Nr 46 (14-20 listopada). Starzy znajomi: Kongres 590. PZU. TVP. Ministerstwo Rozwoju. Jeszcze raz Kongres 590. Totalizator Sportowy. Giełda Papierów Wartościowych. Polska Spółka Gazownictwa. Polska Spółka Gazownictwa po raz drugi. Grupa Azoty. PKO Bank Polski. Poczta Polska. PKP. Orlen.

Wychodzi na to, że cytowana na początku wypowiedź Karnowskiego wzięła się z całkiem bogatych doświadczeń własnych.

PS. I jeszcze pytanie – retoryczne oczywiście – do red. Karnowskiego. Czy istnieje związek, a jeśli tak, to jaki, między faktem, że w numerze „wSieci” z początku listopada jest duży artykuł chwalący Orange wraz z ramką z obszernym cytatem z jednego dyrektorów Orange a tym, że firma ta w połowie października była partnerem strategicznym gali Kompasy, organizowanej przez „Gazetę Bankową” (miesięcznik wydawany przez tę samą spółkę co „wSieci”)? Dodajmy, że innymi partnerami gali były tak odległe od skarbu państwa podmioty jak Orlen i KGHM.

10.11.2016
czwartek

Nie zabierać ronda Dmowskiemu

10 listopada 2016, czwartek,

Trumny Piłsudskiego i Dmowskiego nie tylko rządzą Polską, ale i mieszają w głowach publicystów.

Zaczęło się od oburzenia na Mateusza Kijowskiego, który umieścił Romana Dmowskiego na swym facebookowym profilu, co zniesmaczyło panią Kazimierę Szczukę. Potem zasługi Dmowskiego przypomniał Paweł Wroński w „Gazecie Wyborczej” w tyleż rozsądnym co bezskutecznym apelu o niedzielenie i niewykluczanie Polaków w zależności od poglądów. Bezskutecznym, bo Wroński, jak napisał na Twitterze, „oberwał za ten tekst od swoich”.

Teraz Jarosław Osowski oburza się w „Gazecie Stołecznej” na fakt, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego: „Miasto dotknięte w czasie wojny tragedią największego getta, gdzie kilka lat wcześniej żyła najliczniejsza społeczność żydowska w Europie, uhonorowało w swoim najbardziej ruchliwym punkcie zapiekłego antysemitę”.

Zdanie to jest pozornie prawdziwe, w istocie jednak fałszywe, bo nie za zapiekły antysemityzm dostał Dmowski swoje rondo. I nie za paskudne poglądy wybudowaliśmy mu pomnik, pod którym całkiem niedawno kwiaty składał choćby Bronisław Komorowski.

Autor „Stołecznej” zdaje sobie sprawę z pewnego bałaganu myślowego w swoim tekście, ale posprzątać go nie umie, o czym świadczy kolejny cytat: „Jeśli w ogóle zasługiwał na jakieś miejsce, bo przyczynił się do odzyskania przez Polskę niepodległości, można mu było znaleźć coś mniej eksponowanego”. Co, tego autor już nie zdradza. Ale albo rybka, albo pipka; jak ktoś jest współtwórcą polskiej niepodległości, to należy mu się właśnie rondo w centrum stolicy i pomnik, a nie uliczka na peryferiach. Endek Dmowski to bohater nie z mojej bajki, ale sprowadzanie go do „zapiekłego antysemity” jest po prostu intelektualnym faulem.

Nigdy nie dość powtarzania, że tak jak Dmowskiego nie za antysemityzm warto wdzięcznie wspominać, tak Piłsudskiego nie za Berezę Kartuską czcimy.

Zabawne, że wielu zwolennikom otwartości, tolerancji i różnorodności kończą się te wszystkie piękne cechy, gdy przychodzi do różnorodności właśnie.

7.11.2016
poniedziałek

Hillary, Donald i trzy grosze o Facebooku

7 listopada 2016, poniedziałek,

Hillary czy Donald? Pewnie Hillary, choć po dwóch tygodniach w USA mnożą się w mojej głowie niepokoje i wątpliwości. Jeździłem po dwóch stanach, gdzie wygrana Clinton jest pewna – Nowym Jorku i New Jersey – oraz jednym przechodnim – Karolinie Północnej i wnioski są zbieżne z tym, co piszą znawcy. Mało kto lubi Hillary, a jej wyborcy przypominają wielu głosujących z musu na Bronisława Komorowskiego, za to Trump jest absolutnym bohaterem dla swoich zwolenników, ślepych na wszystkie wpadki, głupoty i brednie wygłaszane przez niego hurtowo i bezrefleksyjnie. Utkwiła mi w pamięci zwolenniczka Trumpa, która, niewpuszczona na wiec w Karolinie Płn., uniosła swoje dziecko i krzyknęła: „Pozwólcie nam chociaż na niego zerknąć, to historia!”. Różnica między kampanią amerykańską a polską (jedna z wielu) polega na tym, że Trump w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy nigdy nie udawał, że jest kimś innym niż jest.

Co zabawne, choć na wiec nie wpuszczono setek ludzi – nie było też głośników ani ekranu – to nikt nie miał pretensji do kandydata Republikanów, szybko za to zrodziły się teorie, że winna zamieszania jest Hillary i sprzyjająca jej jakoby Secret Service.

Wokół kolejki, w większości białej, kręcili się czarni sprzedawcy gadżetów Trumpa: czapeczek, koszulek, znaczków; całości dopełniały pickupy z konfederackimi flagami i plakatami Trumpa. Słowem – jarmark.

Na podwórkach domów, nawet w stanie Nowy Jork, znacznie więcej było tabliczek z poparciem dla Trumpa. Wśród liberalnych Amerykanów dominuje przekonanie, że Republikanie mieli te wybory na tacy i dowolny kandydat poza Trumpem z łatwością pokonałby słabiutką kandydatkę Demokratów. Nie postawiłbym dużo pieniędzy na jej zwycięstwo i obawiam się, że jakiś Trump 2.0, sprytniejszy niż teraźniejszy, za cztery lata weźmie Biały Dom.

Miałem ostatnio mniej czasu, więc w tej notce zmieszczę jeszcze jeden pogląd. Cenzurowanie politycznych postów przez Facebooka jest żenujące (i przeciwskuteczne), niezależnie od jakości tychże. A złośliwa satysfakcja przeciwników narodowców w stylu „załóżcie sobie własnego Facebooka” wydaje mi się całkiem nie na miejscu.

4.11.2016
piątek

Był Dziadek

4 listopada 2016, piątek,

Dzień po pogrzebie mojego Dziadka – prof. Jerzego Szackiego – postanowiłem napisać tu o Nim parę słów.

Wielu przede mną pisało już o Jego osiągnięciach naukowych i życiowych – książkach, tłumaczeniach, wybitnych uczniach, nagrodach, orderach i medalu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Bardzo dużo pisał, ale czytał jeszcze więcej, od literatury ze swojej działki po kryminały i horrory Stephena Kinga.

Znajomi Dziadka znali go z legendarnej małomówności, ale był także znakomitym, uważnym słuchaczem. W końcu się zresztą zwykle odzywał, krótko, do rzeczy i często dowcipnie, bo słynął z poczucia humoru.

We wspomnieniach z przedwojennego dzieciństwa w „Tygodniku Powszechnym” opowiadał, jak ciągnęło Go do złego: „Chciałem nosić oprychówy, berety – jak inni – a nie czapeczki z pomponikami. Kiedy podrosłem, moja pozycja się poprawiła. Byłem silnym dzieckiem. Wdałem się nawet w bójkę. Szło ku lepszemu”.

Z silnego dziecka wyrósł na silnego mężczyznę. Był już dobrze po osiemdziesiątce, gdy spotkałem Go z dwiema torbami zakupów, które niósł z łatwością, a które mi sprawiły kłopoty. Ale był też silny psychicznie, umiał oswoić starość i chorobę. Do końca na pytanie „Jak się czujesz?” odpowiadał „Znakomicie” albo „Coraz lepiej”.

Gdy dostawał krew, która miała Go wzmocnić, żartował, że dzięki temu lepiej rozumie wampiry.

Ostatni raz widziałem Go w szpitalu dzień przed moim wyjazdem. Obiecał, że po moim powrocie będzie w lepszej formie. Tej obietnicy nie dotrzymał i to względem Niego mój największy zarzut.

Był Dziadkiem moim i Agaty ponad 30 lat. Mieliśmy szczęście, że tak długo, szkoda, że tak krótko.

13.10.2016
czwartek

Jak po sznurku

13 października 2016, czwartek,

Co zrobić, jeśli jesteś w „Wiadomościach”, a działacz obozu władzy zrobi lub powie coś głupiego i głośnego zarazem?

Wyjść jest bez liku. Informację można wcisnąć pod koniec programu, opakować ją innymi wypowiedziami; zawsze można dla równowagi przytoczyć jakiś głupi cytat polityka opozycji. W sytuacjach oczywistych i przypływie odwagi można naszego bohatera delikatnie szturchnąć. Takiego pstryczka dostał pan wiceminister od obrony narodowej, co w dyskusji o przetargu na helikoptery użył argumentu, że to Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem.

Tu może dygresja. Ja byłbym bardzo ostrożny z otwieraniem takiej dyskusji. Ku zdumieniu pana wiceministra mogłoby się okazać, że z naszym promieniowaniem cywilizacyjnym na inne narody nie jest tak różowo. Nie zrobi się głupio wiceministrowi, gdy Włosi podniosą raban o włoszczyznę: „Kilkaset lat temu nauczyliśmy was jeść selery” czy Anglicy o kanalizację: „Jak u was śmierdziało przed Lindleyem”?

No dobrze, a jeśli sprawa dotyczy nie byle działacza, lecz Jarosława Kaczyńskiego?

„Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię” – powiedział Kaczyński w głośnym wywiadzie dla PAP.

Zaoferował tym samym makabryczny dwupak: chrzciny-pogrzeb. Cytat nie do obrony, o czym najlepiej świadczy reakcja „Wiadomości”, które wywiad z prezesem PiS czujnie przemilczały. Bo jak się nie da przedstawić Kaczyńskiego w korzystnym świetle, to się go osłania produkcyjniakami o dobrodziejstwach z przekopania Mierzei Wiślanej czy o rozmachu programu „Mieszkanie plus”. Jak w PRL śpiewał Młynarski:

„Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi, by była w humorku.
Wujek Ziutek, ale smutek, choć kawał mężczyzny,
świat pożegnał przy pomocy sznurka od bielizny,
Co z Ziuteczkiem? głos babuni dźwięczy na przygórku,
Jak mu idzie? Idzie babciu, idzie jak po sznurku!”.

5.10.2016
środa

Meandry PiS

5 października 2016, środa,

Coraz trudniej nadążyć za linią PiS. Jeszcze we wtorek rano OK było powtarzanie za Witoldem Waszczykowskim, że czarny protest to kpiny, a już po południu szef dyplomacji został za tę wypowiedź przywołany do porządku przez panią premier. Swoją drogą, słowa „dyplomata” i „Waszczykowski” są słabo kompatybilne; ów polityk ma rzadki dar wypowiadania najbardziej nieodpowiednich opinii w najmniej odpowiednim czasie. Tym razem miał szczęście, że czarny protest był już po rekonstrukcji rządu, bo wieszałby teraz swój portret w al. Szucha. Nie chodzi oczywiście o to, że te słowa były niestosowne, bo to akurat w PiS nikomu nie przeszkadza, a o to, że były politycznym błędem mobilizującym opozycję.

Wróćmy do linii PiS. Jeszcze w niedzielę sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Paweł Szefernaker mówił w Radiu Zet: „Z niecierpliwością czekamy na projekt senatorów PiS w sprawie aborcji. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział, że taki projekt się pojawi. Będzie przedstawiony w środę”.

Nadeszła środa, ale ciekawość Szefernakera musi poczekać, bo marszałek Karczewski ogłosił, że „Odstąpiliśmy od prac nad senackim projektem dotyczącym przerywania ciąży”.

W maju czytelnicy „Rzeczpospolitej” mogli przeczytać artykuł Ryszarda Czarneckiego z solenną obietnicą wspierania Donalda Tuska: „Kaczyński ma zasady. Jedną z nich jest popieranie Polaków na stanowiska międzynarodowe, niezależnie od opcji politycznej, jaką reprezentują. PO, atakując Janusza Wojciechowskiego kandydującego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, złamała niepisaną zasadę obowiązującą w polskiej polityce: głosujemy na swoich. Ale Jarosław Kaczyński nie poświęci zasad w imię rewanżu. Jeśli Tusk nie zostanie ponownie szefem Rady Europejskiej, to nie na skutek akcji rządu PiS, lecz braku poparcia innych państw. Nasze będzie miał”.

W październiku przemówił Kaczyński. W „Polsce the Times” oznajmił: „Wyobrażam sobie, że polski rząd nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej. W Polsce toczą się postępowania i w Sejmie, i w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu postawione jakieś zarzuty. Czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej? Mam daleko idące wątpliwości”.

I tak sobie meandruje PiS – przez grzeczność nie wypominam już rekonstrukcji rządu – wprowadzając popłoch wśród pisarzy przekazów dnia i gubiąc przy tym wyborców. W ciągu ostatniego miesiąca w średniej z sondaży wielu pracowni partia Kaczyńskiego straciła 4 punkty. Październik nie zapowiada się dużo lepiej.

PS. I jeszcze zabawny drobiazg z marca, gdy zaczęła się zbiórka podpisów pod projektem „Stop aborcji”. Beata Szydło: „Jeżeli chodzi o moje zdanie, zdanie Beaty Szydło, to tak, ja popieram tę inicjatywę”. Ciekawe, co zrobi w głosowaniu.

 

css.php