Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

10.01.2017
wtorek

Rząd kręci w sprawie konwencji antyprzemocowej

10 stycznia 2017, wtorek,

Z cytatów biblijnych rząd najbardziej przywiązał się do zalecenia Mateusza: „Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa”. Dowodem niech będzie garść cytatów o konwencji antyprzemocowej.

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Adam Lipiński, 27 listopada 2016 r., w odpowiedzi na pytanie, czy rząd pracuje nad wypowiedzeniem konwencji: „Nic o tym nie wiem. Kto mógł wydać takie polecenie, jeśli nie ja? Dementuję”.

Minister rodziny Elżbieta Rafalska, 7 grudnia: „Jestem za wypowiedzeniem przez Polskę konwencji antyprzemocowej”.

Lipiński, 8 grudnia: „Nie wiem, czy wypowiemy konwencję, ale na pewno nie zgodzimy się na zewnętrzną kontrolę”.

Rafalska, 8 grudnia, w odpowiedzi na pytanie, czy rząd pracuje nad wypowiedzeniem konwencji: „W rządzie nie są prowadzone takie prace i na rządzie sprawa konwencji nie stawała. Z tego, co mi wiadomo, takie prace u mnie w resorcie nie trwają i rząd nie zlecał chyba takich prac”.

Lipinski w piśmie do rzecznika praw obywatelskich, 23 grudnia: „Do pełnomocnika rządu ds. równego traktowania wpłynął 28 listopada projekt wniosku o wypowiedzenie przedmiotowej Konwencji wraz z uzasadnieniem, rozesłany do uzgodnień międzyresortowych przez Ministerstwo Sprawiedliwości”.

Wzorowa komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna oraz nowatorska próba zaprzęgnięcia chaosu w służbę państwu. Chaosu, bo przecież nikt nie śmie podejrzewać najwyższych urzędników Rzeczypospolitej o krętactwo.

Ręce, nie tylko te Mateuszowe, same składają się do oklasków.

2.01.2017
poniedziałek

Petru, mistrz autodestrukcji

2 stycznia 2017, poniedziałek,

Każdemu zdarza się przejęzyczyć, niektórym, jak Ryszardowi Petru, zdarza się nie przejęzyczyć. Takim zapamiętaliśmy go z pierwszego roku bieżącej kadencji, gdy mówił o święcie Sześciu Króli, oznajmiał, że „głowa psuje się od góry”, czy cieszył się, że konstytucja z 3 maja ma się świetnie i wciąż obowiązuje mimo zabiegów PiS.

Liderowi Nowoczesnej mało było jednak tej specyficznej sławy. Nie zakopał swoich autodestrukcyjnych talentów, wręcz przeciwnie, z mocą zabrał się do ich pomnażania, zupełnie jakby strzelanie w stopę było jego postanowieniem noworocznym.

Na Sylwestra poleciał na Maderę w towarzystwie posłanki Joanny Schmidt, a ich zdjęcie z samolotu fruwa po internecie. Wiceszefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer próbowała tłumaczyć, że „to był krótki wyjazd, który miał na celu załatwienie zaplanowanych spraw”, ale wiele to Petru nie mogło pomóc, katastrofa wizerunkowa stała się faktem.

Nie wnikam w życie prywatne lidera (brzmi to coraz bardziej kpiąco) Nowoczesnej. Wydaje mi się jednak, że żonaty polityk aspirujący do przywództwa opozycji, rozpoznawalny przez 85 proc. Polaków (dane CBOS), powinien przewidzieć, że wspólny wypad sylwestrowy z młodą posłanką, zwłaszcza samolotem, może się zakończyć zdjęciem i że to zdjęcie nie będzie dla niego korzystne.

I że szczególnie głupio wygląda to po deklaracji tego samego polityka, że do 11 stycznia posłom opozycji nie wypada wyjeżdżać na wypoczynek, chyba że na dwa dni.

Bo tak się składa, że sytuacja w Polsce jest tak poważna, że opozycja okupuje salę plenarną Sejmu. I nawet jeśli z równania wykreślimy posłankę Schmidt, to byczenie się na Maderze wciąż wygląda śmiesznie, zwłaszcza że przed chwilą opozycja krytykowała prezydenta za to, że w środku kryzysu wybrał się na urlop.

Petru sam jeszcze nie wie, jak bardzo zaszkodził. Nie sobie, całej opozycji.

29.12.2016
czwartek

Mały apel o opamiętanie

29 grudnia 2016, czwartek,

Sejmowy kryzys z obu stron wydobył to, co najgorsze. To jest jakiś sen wariata na kacu.

PiS ani przez moment nie potrafi dziś udawać, że jest partią normalną, wolną od teorii spiskowych, zarządzaną demokratycznie i gotową rozmawiać z opozycją.

Jarosław Kaczyński z całą powagą ogłasza, że opozycja wraz z mediami dokonała próby puczu, a dowodem na to jest zamówienie tysiąca kanapek. To po prostu chore, że w debacie publicznej gości zbitka „szykowali pucz, przecież zamówili jedzenie”, że dziennikarze muszą sprawdzać, kto te kanapki sprowadził i kto je jadł.

Paranoja kanapkowa przysłania odrobinę wariactwo puczowe, a przecież to odlot jeszcze większego kalibru. „Wiadomości” robią wprawdzie co mogą (gdyby Jarosław Kaczyński ogłosił plan przesunięcia Tatr na granicę z Rosją, „Wiadomości” przedstawiłyby harmonogram robót i zbawienny wpływ planu na obronność Rzeczypospolitej), ale nijak nie da się przedstawić protestów opozycji i demonstracji pod Sejmem jako próby zamachu stanu. Przynajmniej w świecie słowników, w których słowo „polec” wciąż nie odnosi się do katastrof lotniczych.

Zawstydzająca była konferencja prasowa z udziałem trzech formalnie najważniejszych osób w państwie – marszałków obu izb i pani premier oraz Kaczyńskiego, któremu rzecznik rządu (nie partii) pierwszemu udzielił głosu. Beata Szydło własną wypowiedź zaczęła od: „jak podkreślił premier Jarosław Kaczyński”.

Dziwaczne były zorganizowane przez prezydenta „mediacje”, na które zaprosił wszystkich partyjnych liderów. Nie dlatego, że zaprosił, bo to był akurat ładny gest (i w dodatku samodzielny), ale to, że te spotkania tak kompletnie nic nie znaczyły i że nawet nikomu w PiS nie chciało się poudawać, że Andrzej Duda coś waży. A skoro nic nie waży, to w spokoju ducha podążył na urlop w góry. Bo cóż innego może zrobić głowa państwa w trakcie puczu?

Niekompatybilność ze swoim stanowiskiem wykazał też Marek Kuchciński, któremu w głowie się nie mieści, że można być marszałkiem Sejmu, a nie marszałkiem PiS-u. Co to za marszałek, któremu puszczają nerwy przy kpiącej nawet wypowiedzi szeregowego posła? Przeniesienie na chybcika obrad do Sali Kolumnowej i chaos temu towarzyszący obciąża indywidualne konto Kuchcińskiego. Ośli upór w sprawie ograniczenia swobody mediów w Sejmie – także.

Swoje dokładają posłowie PiS, masowo dzielący się bardzo nieśmiesznymi żartami w internecie, oskarżający posłów PO o złodziejstwo i grzebanie w torebkach. PiS nie może się zdecydować, czy ma do czynienia ze śmiesznym „ciamajdanem” czy groźnym zamachem stanu. W rezultacie płyną do wyborców sprzeczne komunikaty, w których gubią się nawet internetowe trolle.

Na tym żałosnym tle równie żałośnie prezentuje się opozycja. Bez wyznaczonego celu, bez jasnego pomysłu, bez wyraźnego przywództwa.

Jeśli teraz opozycja sięgnęła po tak ciężkie narzędzia jak okupacja sali sejmowej – to co sobie zostawi na resztę kadencji? Jak PiS uderzy w sędziów? Media prywatne? Jak zapragnie zmienić ordynację?

Platforma i Nowoczesna – przy zerowym wzajemnym zaufaniu swych liderów – wypatrują, co zrobią ci drudzy, by przypadkiem nie wypaść na tych mniej bojowych. PO ma więcej posłów, więc dochodzą jeszcze napięcia wewnętrzne i licytacja na radykalizm.

Posłowie rotacyjnie okupujący salę sejmową wiercą się na swych pluszowych krzyżach, podśpiewują, dowcipkują, robią selfie, słowem – kabotynizm dla zaawansowanych. Kto nie widział śpiewającej Joanny Muchy, nic nie widział. Kto widział, płakał.

Z kolei Ryszard Petru zgłasza wniosek o skrócenie kadencji Sejmu, który, gdyby przeszedł (Nowoczesnej brakuje zaledwie jakichś 270 posłów), skończyłby się jeszcze większą dominacją PiS w przyszłej kadencji. Nikt nie ma złudzeń, że w ciągu dwóch miesięcy Petru i Grzegorz Schetyna dogadaliby się co do programu, miejsc na listach i strategii.

W błahym w sumie sporze (naprawdę w tej kadencji PiS robił dużo gorsze rzeczy) władza i opozycja wytaczają coraz cięższe działa, ale nie umieją ich obsługiwać; pociski wybuchają w rękach kanonierów albo spadają na własne szeregi. Patrzeć hadko. A co gorsza, można się obawiać, że oni się dopiero rozkręcają.

27.12.2016
wtorek

Pucz, kanapki i kodeks karny

27 grudnia 2016, wtorek,

Jarosław Kaczyński został „Człowiekiem Wolności 2016” tygodnika „wSieci” i w tymże tygodniku oskarżył opozycję o próbę puczu. Ja wiem, że obie te informacje brzmią, jakby ktoś w święta pomylił rydze z peyotlem (chyba że chodziło np. o „wolność od Trybunału Konstytucyjnego”), ale przynajmniej do tej drugiej kwestii warto podejść na serio. Zwłaszcza że pucz był starannie zaplanowany; zamachowcy, jak zauważa szef PiS, pomyśleli nawet o aprowizacji, zamawiając do Sejmu kanapki.

Oskarżenie o pucz ze strony najważniejszej osoby w państwie to nie żarty. A sferę tę – puczu, nie hierarchii w państwie – reguluje kodeks karny. Kanapkowi puczyści na moje oko – prawnika niepraktykującego – pogwałcili art. 128: „Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
§ 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 3. Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Nie ma się zatem z czego śmiać, samo zamówienie kanapek podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Czekam na zdecydowaną interwencję prokuratora generalnego i serię pokazowych procesów. I nic nie szkodzi, że puczystom nie wyszło – usiłowanie jest zagrożone taką samą karą jak dokonanie.

PS Jeśli zaś komuś po odejściu od świątecznego stołu mało było lukru, to polecam omówienie wywiadu z Kaczyńskim na portalu wpolityce.pl. Jest słodko jak w peerelowskiej fabryce wyrobów czekoladopodobnych:

„Będąc w ogniu krytyki rząd PiS nie zamierza się poddawać. Politycy partii rządzącej są skonsolidowani i nieugięci w dążeniu do realizacji planu naprawy Polski. Pomimo przeszkód stawianych przez opozycję, partia rządząca realizuje swoje obietnice wyborcze. Rozmówca braci Karnowskich mówi także o osiągnięciach władzy i korzyściach, jakie jej działania przyniosły dla Polski”.

23.12.2016
piątek

PiS jak Chińczycy, trzyma się mocno

23 grudnia 2016, piątek,

Czy to już? – pytali z nadzieją przeciwnicy PiS 16 i 17 grudnia, gdy w Sejmie i pod Sejmem działo się dużo, a w partii Jarosława Kaczyńskiego zapanował chaos. Pierwsze godziny kryzysu należały do opozycji.

Owo „czy to już?” było wypowiadane z nadzieją, że PiS nie tylko się potknął, ale i upadł. No więc, proszę państwa, na to pytanie można odpowiedzieć jedynie: „nie, jeszcze nie i zapewne jeszcze długo nie”.

Osobiście przepowiadałem umiarkowany spadek notowań PiS w styczniu, ostatnie badania grudniowe, wykonane już po awanturach, pokazały wszakże, że partia Kaczyńskiego niczym Chińczycy trzyma się mocno i wciąż zostawia daleko z tyłu każde ugrupowanie opozycyjne.

Takie wyniki przyniósł zarówno sondaż Millward Brown dla TVN, jak i IPSOS dla OKO.press.

Nie są specjalnie zaskakujące. Protesty, choć gwałtowniejsze niż poprzednie, nie zmobilizowały dziesiątek tysięcy uczestników w dziesiątkach miast. PiS wycofał się, werbalnie przynajmniej, z wprowadzenia ograniczeń swobody mediów w Sejmie i wykonał kilka pustych, ale ładnie wyglądających gestów. Opozycja, no cóż, jaka jest, każdy widzi.

Nie, PiS tak łatwo się nie wywali. Dlaczego jego wyborca miałby sobie odpuścić, powiedzieć dość? Bo Marek Kuchciński wykluczył Michała Szczerbę? W obronie „Gazety Wyborczej” i TVN? Bo go porwały przemowy Kijowskiego, Schetyny i Petru?

Wyborca PiS (mówię o typowym przedstawicielu) przez ostatni rok ścierpiał nie takie rzeczy. Przetrzymał demolowanie Trybunału Konstytucyjnego, gwałt na mediach publicznych, zrujnowanie wizerunku Polski w Unii; wybaczył nawet Misiewicza i Piotrowicza. Wytrzyma, z mniejszym lub większym bólem i ostatni konflikt. A są tacy, wystarczy poszperać w necie lub pogadać z posłem PiS, którzy, jeśli mają jakieś do PiS pretensje, to takie, że zbyt łagodnie traktuje całe to opozycyjne tałatajstwo.

Nie znaczy to oczywiście, że wydarzenia z 16 grudnia są bez znaczenia. To wszystko się zbiera, jakieś ukryte mechanizmy społeczne się naprężają, coś zaczyna cicho na razie trzeszczeć, odporność systemu się zmniejszyła. Ale do katastrofy droga jeszcze daleka, jeśli oczywiście nie zdarzy się coś nieprzewidywalnego. Przeciwnicy PiS nie mogą liczyć, że od początku roku nastąpi jakieś załamanie poparcia dla tej partii.

Donald Tusk słusznie zauważył, że opozycja zamiast żądać przyspieszenia wyborów, powinna skupić się na przygotowaniach do tych terminowych. Powinna też – dodam od siebie – pamiętać lekcję z kadencji 2005-07, gdy PiS wyraźnie poprawił własny wynik wyborczy, ale Platforma poprawiła go znacznie bardziej.

PS. Wszystkim moim tutejszym czytelnikom życzę wesołych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

14.12.2016
środa

PiS wszedł na własną minę

14 grudnia 2016, środa,

Zewsząd – a najbardziej z PiS – słychać narzekania, że mało ludzi przyszło na manifestację tej partii 13 grudnia. Demonstrantów było wyraźnie mniej niż na marszu opozycji.

Dziwię się temu zdziwieniu. Nie mogło być inaczej. Tradycja manifestacji poparcia dla rządzących jest w Polsce raczej słabo ukorzeniona. Wdzięczność nie wygania ludzi na ulice, szczególnie w mróz.

Pozostają działacze partyjni, których teoretycznie można by do maszerowania przymusić, ale po roku korzystania z uroków życia klasy panującej nie są oni skłonni marznąć na dworze i wznosić okrzyki na cześć rządu.

Przewagi frekwencyjnej rządu nie potrafiły wykazać nawet „Wiadomości”.

A co naprawdę dziwi, to fakt, że ktoś w PiS wpadł na tak idiotyczny i skazany na widowiskową klęskę pomysł.

PS. Pogadałem chwilę z posłem PiS.
– Średnio wam wyszła ta manifestacja.
– Średnio? Wcale nam nie wyszła. Jedni myślą o Świętach, inni myślą, że się już nachodzili i im się udało, a inni się obrazili, że chodzili i nic nie dostali…

 

 

12.12.2016
poniedziałek

Ja jako krytyk

12 grudnia 2016, poniedziałek,

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ta notka jest przeraźliwie nie na czasie i zupełnie nie na temat, ale nic nie poradzę na to, że dopiero wczoraj obejrzałem nakręcone w 2012 r. dzieło „Last minute” i wciąż jestem pod wrażeniem. „Obejrzałem” to zresztą słowo nieco na wyrost. Nie wiem, czy ktokolwiek widział ten film w całości, ale jeśli obył się on bez scenarzysty i reżysera – a wszystko na to wskazuje – to przecież i widzowie są zbędni.

Od fabuły bolą oczy, zęby i wszystko inne, jednak w tym filmie jest i coś godnego uwagi, a mianowicie niedopasowanie wieku aktorów do postaci. Było rażące, nawet na tle wszystkich innych niedorzeczności. Przyznam, że zagadnienie to zafrapowało mnie na tyle, że aż zajrzałem do wikipedii.

Głównego bohatera – owdowiałego nauczyciela – gra Wojciech Mecwaldowski, który w chwili kręcenia filmu miał 32 lata.

Jego córkę – 22-letnia Klaudia Halejcio.

Matkę – Aldona Jankowska, lat 48.

Licealną miłość – 27-letnia Anna Szarek.

Zastanawiam się po prostu, jak to możliwe, poza najbardziej banalnym wytłumaczeniem – że nikt inny nie chciał w tym zagrać.

I jeszcze jedno – dlaczego po paru latach TVN puścił to coś w tzw. prime time?

8.12.2016
czwartek

Piotrowicz i inne ofiary

8 grudnia 2016, czwartek,

Szykanowani niegdyś, atakowani dziś, prześladowani w przyszłości – biedni, nieszczęśliwi rozmówcy braci Karnowskich w tygodniku „wSieci”. Ich świat to przygnębiające i nieprzyjemne miejsce, nawet jeśli robią w nim oszałamiającą karierę.

– Niestety zdarzają się groźby, czasem bardzo nieprzyjemne. Próbuje się zastraszać reporterów, wywierać na nich presję, zmusić do zmiany perspektywy. Obawiam się jakiejś prowokacji – żali się szefowa „Wiadomości” Marzena Paczuska.

Biedny jest też poseł prokurator Piotrowicz, który tak wspomina swe traumatyczne przeżycia z czasów PRL: „Zaczęły się regularne szykany. Tak zwane czołganie człowieka. To był mroczny czas i to, co zrobiłem, wymagało odwagi. Zalazłem im za skórę i zaczęło się szukanie na siłę haków. Czegokolwiek, czym można by we mnie uderzyć”.

Rys męczennika odnajduje w sobie potentat medialny o. Rydzyk, hołubiony przez pana prezydenta, panią premier, marszałków i połowę rządu. „O, nie powiedziałbym, że radio jest na pewno bezpieczne. Oni dochodzili przeciw nam bardzo wysoko, także niestety w kościele. I stosowali przeróżne metody. Ten nacisk był straszliwy, z każdej strony. Kiedyś jeden z księży powiedział do mnie: „Tadeusz, oni cię zabiją”. Zapytałem „Jak?”. Odpowiedział: Przez media. Ja ich znam”. I znał, bo był z rodziny, której członkowie byli bardzo wysoko w tamtych strukturach”.

Ale i teraz nie jest różowo. „Zainteresowałem się ostatnio reklamami. Mówię o spółkach państwowych. A ile dostaje Telewizja Trwam? Zastanawiam się więc, czy ktoś tam w tych spółkach nie oszukuje – zamartwia się zakonnik.

Kiedy ktoś czuje się nie dość czołgany obecnie, stara się pocieszyć nagonką, która nadejdzie. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której specjalnie wykrojono artykuł w siódmej bodaj w tej kadencji ustawie o Trybunale, by to ona mogła przejąć w nim władzę, mówi: „I tak zaatakują mnie bez litości za te kilka słów prawdy”.

Językoznawcom zostawiam interesującą kwestię języka, którym posługują się ci wszyscy nieszczęśnicy. Skrzywdzeni i poniżeni, ale nie wiadomo przez kogo. Gdzieś po drodze zgubili podmiot i zostały im przedziwne bezosobowe konstrukcje: „próbuje się zastraszać”, „zaczęło się szukanie haków”, „tamte struktury”, „zaatakują mnie”, „byłem czołgany”.

1.12.2016
czwartek

Cuda Bugały

1 grudnia 2016, czwartek,

Jeśli każda epoka ma jakiś symbol, to symbolem domu wariatów w TVP (copyright Piotr Gliński) jest Ewa Bugała. Ze sporym zainteresowaniem śledzę jej dokonania. Kto jej pisze te teksty? Kto podpowiada rozmówców? Czy to jej samodzielna radosna twórczość?

Dziś, business as usual, pani Bugała dzielnie zaatakowała Platformę i jej gabinet cieni, dwukrotnie udzielając głosu prorządowemu komentatorowi z „wSieci”. Do tych substandardów można się jakoś tam przyzwyczaić, dom wariatów rządzi się swoimi prawami.

Ale analfabetyzm? Nawet w „Wiadomościach” Jacka Kurskiego to jednak pewna nowość.

– Prace gabinetu cieni nie poprawiły notowań polityków PO – ucieszyła się Bugała. – Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS, cień premiera nie cieszy się zaufaniem Polaków – uściśliła.

Pani Ewo, czytanie ze zrozumieniem. Ale to nie „Jeden z dziesięciu”, ma pani więcej czasu; nie oczekuję zresztą odpowiedzi, nie mówiąc o odpowiedzi poprawnej.

Więc pytanie retoryczne: Jakim cudem prace gabinetu cieni mogły poprawić notowania polityków PO w sondażu CBOS, jeśli gabinet ów powstał 17 listopada, a sondaż został przeprowadzony między 4 a 13 listopada?

Cudem postprawdy chyba.

28.11.2016
poniedziałek

Zdrada klerka Glińskiego

28 listopada 2016, poniedziałek,

Coraz pilniejsze, zwłaszcza z punktu widzenia PiS, wydaje się sklonowanie Marka Suskiego.

Bo – mogłoby pomyśleć kierownictwo – z inteligentami w naszej partii trochę jak u Gogola. Jeden tylko jest porządny: Gliński; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.

Tyle się w niego zainwestowało, sam prezes wychwalał i najwyższe urzędy obiecywał, do godności wicepremiera wyniósł – a ten idzie do „Wiadomości” i gada, że telewizja publiczna to kompromitacja, propaganda i dom wariatów.

Krótko mówiąc – zdrada klerka.

Nie lubię porównań naszych czasów z PRL, czuję lekki wstręt do wszelkich analogii, trudno mi jednak nie pomyśleć o prof. Glińskim jak o rewizjoniście; dawno temu inteligenci też zaczynali od punktowej krytyki władzy, by potem władzę tę fundamentalnie odrzucić.

Można oczywiście – małostkowo – zarzucać Glińskiemu, że z całego rozległego przecież bagna „Wiadomości” dostrzegł jedną kałużę, i to tylko dlatego, że to w nią akurat wdepnął; ale można też mieć nadzieję, że z czasem zobaczy otoczenie w całej okazałości. Że w „domu wariatów” – by trzymać się metafory Glińskiego – jest wiele pokojów, nie tylko ten jeden, w którym pacjentom serwuje się końską dawkę topornych materiałów o organizacjach pozarządowych.

Proces myślowy profesora może zresztą przyspieszyć, zwłaszcza jeśli zostanie dodatkowo przeczołgany przez kolegów z partii i życzliwych jej mediów.

Bo jak inteligent zaczyna wątpić, to przestaje być „swój”, a jak przestaje być „swój”, to zaczyna wątpić jeszcze bardziej, aż staje się pełną gębą dysydentem.

Dlatego, jak mniemam, należy konsekwentnie stawiać na innowacyjność i badania naukowe. Jeden organicznie niezdolny do wątpliwości Suski to stanowczo za mało.

css.php