Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

14.09.2017
czwartek

PiS zapłaci za billboardy więcej, niż myśli

14 września 2017, czwartek,

Przypomina się przy okazji afery billboardowej stary dowcip.

– Chłopcy, nie sikajcie do basenu.
– Ale wszyscy wokół sikają.
– Ale tylko wy z trampoliny.

Utwierdzam się w przekonaniu, że skandal z tą kampanią w ostatecznym rozrachunku będzie kosztował PiS więcej niż te kilka czy kilkanaście milionów złotych (na dokładne rachunki przyjdzie nam jeszcze poczekać). Żadna partia nie doiła spółek tak ostentacyjnie, jak czyni to PiS.

Stała się przy tym rzecz dziwna – opozycja wyprowadziła kilka celnych ciosów, powstał dobry spot PO. A PiS się gubi, czego znakiem jest chaos informacyjny.

„Ani rząd, ani PiS nie ma nic wspólnego z kampanią billboardową dotyczącą sądownictwa” – powiedział wiceminister sprawiedliwości (i członek klubu parlamentarnego PiS) Michał Wójcik.

„Rząd RP musiał podjąć pewne działania, także o charakterze medialnym, aby tę histerię zrównoważyć i uspokoić. Poza tym wszystko jest zgodne z prawem, fundacja narodowa jest od tego, aby jedną z najważniejszych spraw narodowych podjąć” – ogłosił wicemarszałek Ryszard Terlecki.

Uprzejmie proszę stosowne czynniki o wyjaśnienie, kto kłamie: wiceminister sprawiedliwości czy wicemarszałek Sejmu.

28.08.2017
poniedziałek

PiS wcale nie ma problemu krótkiej ławki

28 sierpnia 2017, poniedziałek,

Ze wszystkich ataków na PiS najbardziej chybiony i niesprawiedliwy wydaje mi się zarzut krótkiej ławki. Rekonstrukcja rządu – czytam tu czy tam – to pomysł, owszem, świetny i odświeżający, no ale ten deficyt kadr…

Za tym zarzutem kryją się dwa założenia co najmniej dyskusyjne.

Po pierwsze, że na ławce rezerwowej PiS siedzą politycy słabsi od tych na pierwszej linii frontu. A w czym niby Arkadiusz Mularczyk gorszy byłby od, dajmy na to, Witolda Waszczykowskiego? W niczym nie byłby gorszy. W licytacji na najgłupszą reakcję na słowa Macrona obaj wysforowali się na czoło stawki. Nie godzi się mnie rozstrzygać, czy śmieszniejsza była groźba bojkotu francuskich produktów (Mularczyk) czy też ocena, że Francuzi nie są w stanie konkurować z polską gospodarką (Waszczykowski). Czy Mularczyk strzelałby gafy jako szef MSZ? Zapewne tak, ale fizycznie nie da się strzelać ich więcej, niż czyni to nasz obecny Metternich.

Druga sprawa jest jeszcze grubsza, bo zarzut krótkiej ławki wiąże się z tezą, że PiS dba o jakość kadr. Mocno to krzywdzące dla partii, która ministrem środowiska uczyniła Jana Szyszkę, ministrem edukacji – Annę Zalewską, a obronę powierzyła Antoniemu Macierewiczowi.

Fakt, że wiceministrem sprawiedliwości jest Patryk Jaki – lansujący się na Twitterze marzeniem o karze śmierci i torturach dla gwałcicieli Polki – obala wszelkie argumenty o „krótkiej ławce”. Byle hejter mógłby z powodzeniem zastąpić Jakiego, bez żadnej szkody dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć sceptyk wtrąciłby tu, że i bez żadnego pożytku.

24.08.2017
czwartek

Coraz starsi mistrzowie

24 sierpnia 2017, czwartek,

31-letni Nadal zmienił na prowadzeniu w rankingu ATP 30-letniego Murraya; trzeci jest 36-letni Federer. Nic więc dziwnego, że przed US Open, a po Wimbledonie naszła mnie chęć, by napisać o tym, jak przesunęła się granica starości w tenisie.

W raptem 20 lat dokonała się zmiana fundamentalna. Po Wimbledonie w 1997 r. – to nieodległe przecież czasy Samprasa, Changa, Mustera – w pierwszej setce ATP było tylko pięciu tenisistów w wieku 30+. Najstarszy miał 31 lat.

W 2002 r. trzydziestolatków było 11, najstarszy w pierwszej setce miał 33 lata.

Dekadę temu trzydziestolatków było już 14, seniorem był 35-latek.

Teraz, w ostatnim zestawieniu przed US Open, trzydziestolatków jest aż 42, najstarszy Ivo Karlovic ma 38 lat.

Średnia wieku pierwszej setki w ciągu 20 lat podniosła się o prawie 3,5 roku. Nastolatków nie było wielu i w latach 90., ale graczy w przedziale 20-25 lat ubyło z 57 do zaledwie 21.

Dlaczego tak się dzieje, to temat na większy tekst. Sportowa długowieczność, osiągana coraz doskonalszym treningiem, dietą itp. to ta fajniejsza strona medalu, ale jest i ta brzydsza prawda – młodzi są coraz słabsi, ewentualnie jest ich mniej na starcie, więc i mniej przebija się do czołówki.

Sampras, Becker, Edberg, Chang, Nadal zdobywali swoje pierwsze tytuły wielkoszlemowe przed dwudziestką. Agassi, Federer i Djokovic – krótko po osiągnięciu tego wieku.

Teraz fani zmiany pokoleniowej cieszą się nową generacją – Thiemem (23 lata), Zverevem (20 lat), Kyrgiosem (22 lata). Potrafią w pojedynczych meczach wygrywać z największymi – starszymi od nich o jakąś dekadę – ale żaden z nich nie był nawet w finale wielkiego szlema; najdalej, bo dwa razy do półfinału Rolanda Garrosa dotarł Thiem.

Ciekawe, jak młodzi poradzą sobie w US Open. Czy wyszarpią tytuł Federerowi lub Nadalowi, czy też będą musieli bezsilni czekać, aż najwięksi skończą karierę. Co, nawiasem mówiąc, przypomina trochę sytuację w polskiej polityce.

20.07.2017
czwartek

Luz z Przysuchy poszedł precz

20 lipca 2017, czwartek,

Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie, ten nasz sezon ogórkowy. Ledwo się nam w zeszłym tygodniu całkiem interesująco objawił (Kalisz liderem sondażu prezydenckiego w Warszawie, Tusk zakłada partię z Protasiewiczem), tak został zamordowany projektem ustawy o Sądzie Najwyższym.

Nawiasem mówiąc, PiS pobił tą akcją wszelkie zeszłoroczne (własne) rekordy biegunki legislacyjnej.

1 lipca w Przysusze uważnie słuchałem Jarosława Kaczyńskiego i ani słowo nie padło o takim detalu jak likwidacja Sądu Najwyższego w obecnym kształcie, choć prezes znalazł czas dla odbudowy zamków kazimierzowskich.

Ani słowa o projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym nie powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, choć gadał ponad pół godziny. Najwyraźniej i on uznał, że to tak nieistotne, że nie warto zajmować uwagi słuchaczy.

Warto przypomnieć sobie atmosferę tamtego zjazdu w Przysusze i zapowiedzi mu towarzyszące. Zapowiedź złagodzenia tonu, polityki miłości i ciepłej, choć pisowskiej wody w kranie. Prezes przemówił wówczas zbornie, konkretnie i dowcipnie; wyglądał na w pełni wyluzowanego i panującego nad sytuacją. Pewność siebie, spokój, porządek – ta kombinacja zrobiła wrażenie nawet na przeciwnikach PiS.

Minęły trzy tygodnie i wszystko się rozsypało. Pewność siebie Kaczyńskiego zburzył prezydent swoim ultimatum, spokój naruszyły protesty społeczne, porządek został zastąpiony nieopisanym bałaganem. Z Kaczyńskiego, jakim go zapamiętaliśmy z Przysuchy, nic nie zostało. Teraz mamy starszego pana na specjalnych prawach w Sejmie, który wyzywa opozycję od mord zdradzieckich, kanalii i morderców.

Znaleźli się obrońcy prezesa, którzy dowodzą, że był bezprecedensowo atakowany, że przemysł pogardy itp. Śmieszne argumenty; jak wrzeszczeć powinien Tusk, od lat wyzywany od zabójcy prezydenta, zdrajcy, przedstawiany w mundurze SS?

Ale nawet po prawej stronie pojawiło się lekkie zawahanie po wybuchu Kaczyńskiego. Zaczęła kiełkować myśl, że jakaś granica została przekroczona, a przynajmniej – że prezes popełnił błąd, dając się sprowokować.

Objawili się przy tej okazji dwaj posłowie wyłamujący się z partyjnego monolitu. Stryj prezydenta Antoni Duda wstrzymał się w jednym z głosowań, Łukasz Rzepecki, który niedawno wystąpił przeciw ustawie o opłacie drogowej, tym razem ostentacyjnie chwalił ultimatum Andrzeja Dudy, które klub łącznie z prezesem przyjął lodowato.

Za chwilę Sejm przyjmie ustawę o Sądzie Najwyższym, jutro klepnie ją Senat, za parę dni podpis złoży pewnie prezydent. Pozornie nic się nie zmieniło, czołg jak jechał, tak jedzie, ale w środku kilka części się obluzowało.

19.06.2017
poniedziałek

Sytuacje nieporównywalne

19 czerwca 2017, poniedziałek,

W rubryce Mazurka i Zalewskiego w tygodniku „w Sieci” czytam, przepraszam za długi cytat, notkę taką:

„Straszna ta Sadurska, prawda? I straszne, że PiS obsadza stołki swoimi ludźmi? Oj straszne. Ale tu mamy taką ciekawostkę. Na szefa banku Alior szykowany jest niejaki Michał Chyczewski. Jego nominacja prawdopodobnie nikogo nie oburzy, chociaż był wiceministrem skarbu. Ale wiceministrem w rządzie PO, więc on może wchodzić do zarządów. Natomiast Sadurska nie. Prosimy zapamiętać tę prostą i logiczną zasadę”.

Rozumiem, że rubryka jest satyryczna, bywa zresztą naprawdę zabawna, ale ta notka to jednak potknięcie autorów. Potknięcie, bo nie chciałbym zakładać, że zestawili te nominacje z rozmysłem.

Pani Sadurska – dziś w zarządzie PZU – całe życie zajmowała się polityką i wyłącznie z nią jest kojarzona. Nie ma doświadczenia w biznesie. Ukończyła studia podyplomowe w związanej z KUL Lubelskiej Szkole Biznesu, której strona internetowa nie zawiera żadnych informacji o oferowanych studiach ani kadrze, mogę więc domniemywać, że nie jest to wybitna uczelnia.

Michał Chyczewski był przez rok radnym dzielnicowym PO w Warszawie, potem przez półtora roku wiceministrem skarbu (w randze podsekretarza stanu). Poza tym: skończył najlepszą polską uczelnię ekonomiczną (SGH), zrobił MBA na Uniwersytecie St. Gallen oraz, jak przypomina portal wgospodarce.pl, ma za sobą Harvard Business School. Był starszym ekonomistą w BPH, pracował w konsultingu (ostatnio EY), przez rok (2015-16) reprezentował Polskę przy WTO.

To nie są podobne życiorysy, to nie są porównywalne sytuacje. Oburzenia na nominację Chyczewskiego nie ma nie dlatego, że był wiceministrem, lecz dlatego, że był nie tylko wiceministrem. Nawet w rubryce satyrycznej sfera faktów powinna być uszanowana.

5.06.2017
poniedziałek

Być jak Beata Szydło

5 czerwca 2017, poniedziałek,

Istnieje ogromny popyt

na polityków odważnych.

Wielu ludzi na świecie uznało za kogoś takiego Beatę Szydło.

Wielu komentatorów

wyraźnie zazdrościło nam premier Szydło.

Wystąpienie Beaty Szydło

było jak uderzenie w twarz.

Uderzyła w słaby punkt protezy,

jaką jest relokacja uchodźców.

Premier może powiedzieć,

Co myślą przeciętni ludzie.

Obnażyła fałsz i zakłamanie.

Żaden polski polityk nie zyskał takiego podziwu i uznania

przy okazji zyskała też Polska.

(słowa – Stanisław Janecki, „w Sieci”)

22.05.2017
poniedziałek

Co z odpowiedzialnością polityczną po śmierci Igora?

22 maja 2017, poniedziałek,

Rok temu we wrocławskim komisariacie został zamęczony Igor, co zarejestrowała kamera w paralizatorze. „Został zamęczony” to zresztą eufemizm – młody człowiek zmarł torturowany przez policjantów. Strasznie brzmią dziś wyjaśnienia policji, dlaczego w ogóle został zatrzymany: „Mężczyzna ten zachowywał się nerwowo, m.in. rozglądając się na wszystkie strony”.

Przez rok niewiele się w tej sprawie stało. Policjanci-oprawcy pracowali. Śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez tzw. stróżów prawa dwukrotnie przenoszono. Nie przypominam sobie konferencji prasowej Mariusza Błaszczaka, Zbigniewa Ziobry czy odpowiedzialnego za policję wiceministra Jarosława Zielińskiego, na której przedstawialiby wyniki dochodzenia i zapewniali o swej determinacji i woli wyjaśnienia tragedii.

Prokurator, który miał dostęp do kamery z paralizatora jakoś nie chwalił się tą wiedzą. Trudno nie odnieść wrażenia, że zapadła decyzja, że śmierć Igora należy zatuszować.

Dopiero emisja wstrząsających nagrań przez TVN – dziennikarzom należy się wielkie uznanie – sprawiła, że coś się ruszyło. Po dwóch dniach pracę stracili ważni dolnośląscy policjanci, w tym komendant wojewódzki. Pracę zachował o dziwo rzecznik policji, choć to co wygadywał, kwalifikuje go do natychmiastowego zwolnienia. „Pan minister uznał, że zachowanie, które zarejestrowała kamera, wskazuje na to, że ten funkcjonariusz mógł nie zachowywać się w sposób, który ma pozytywny wpływ na wizerunek policji” – powiedział młodszy inspektor Ciarka. I ubolewał, że „niestety takie pojedyncze przypadki wpływają negatywnie na nasz wizerunek”.

Ale ja pytam o odpowiedzialność polityczną. Nie wiem, jakim cudem Jarosław Zieliński pozostaje wiceministrem spraw wewnętrznych odpowiedzialnym za policję. Człowiek od konfetti, czerwonych dywanów, występów wokalnych i delegacji na Podlasie, natomiast jaskrawie niepasujący do zajmowanego stanowiska, powinien się z nim pożegnać w trybie natychmiastowym.

Gdzie jest w tym wszystkim prokuratura? Chciał ją sobie PiS podporządkować, to może by w pakiecie wziął i odpowiedzialność za jej działania (zaniechania)?

Sprawa Igora – gdyby komukolwiek na tym zależało – mogła być szybko wyjaśniona. Są dwa wytłumaczenia, dlaczego przez rok wyjaśniona nie została. Albo miała być zatuszowana, albo państwo to wciąż kamieni kupa. Obie możliwości są dla PiS (Prawa i Sprawiedliwości podobno) kompromitujące i obie rujnują wizerunek tego ugrupowania, walczącego (teoretycznie) o to, żeby państwo było silne i sprawne.

PS. Mija kolejny dzień, nie ma nawet konferencji prasowej pana Zielińskiego, nie mówiąc o jego dymisji. A TVN przypomniał, że niemal przed rokiem wiceminister zapewniał w Sejmie, że resort do sprawy podchodzi bardzo poważnie. Nawet w tym rządzie mało jest ludzi aż tak zasługujących na dymisję jak Jarosław Zieliński, a to już niemałe osiągnięcie.

7.05.2017
niedziela

Ile osób w marszu wolności

7 maja 2017, niedziela,

Jak zwykle przy okazji marszów rodzi się pytanie, ile osób maszerowało. Rok temu największy marsz KOD zgromadził według policji 45 tys. osób, według warszawskiego ratusza – ćwierć miliona. Życie w postaci redakcji gazeta.pl (jej dziennikarze pracowicie policzyli uczestników) boleśnie zweryfikowało te ostatnie rachunki i z ćwierci miliona zostało ok. 60 tys. Na miejscu służb ratusza wywiesiłbym białą flagę i przestałbym liczyć.

Byłem na tamtym marszu i szacowałem liczbę demonstrantów na jakieś 80 tys. Bez wątpienia był to największy marsz od wielu lat, znacznie większy niż wszystkie manifestacje PiS za rządów PO, gdy maszerujący też się zresztą mnożyli jak króliki w zaprzyjaźnionych z PiS mediach.

Tegoroczny „Marsz wolności” był mniejszy niż rok temu. Obserwowałem go z jednego miejsca na rondzie Dmowskiego, przemarsz trwał godzinę – od forpoczty poprzez czoło marszu, rozciągnięty środek aż po idącą w zwartym szyku ariergardę. Uczestnicy szli głównie zachodnią stroną Marszałkowskiej, choć bywało, że zajęte były obie jezdnie.

Gdyby, jak chcą niektórzy, uczestników miało być 100 tys., to przez minutę musiałoby mnie mijać ponad 1500 osób, co jest niemożliwe. Kilka razy liczyłem przez minutę przechodzących i wychodziło mi od 200 do 400 osób (zagęszczenie osób było bardzo nierównomierne). Trasę marszu przeszło więc w tym miejscu między 13 a 26 tys. osób. Da się to pewnie policzyć znacznie dokładniej, ale mówienie o 100 tys. to ogromna przesada.

5.05.2017
piątek

Dziesięć naiwnych pytań po nartach w Zakopanem

5 maja 2017, piątek,

Żadne inne znane mi miejsce na Ziemi nie rodzi tylu pytań, co Zakopane. Tu jest inaczej niż wszędzie, jakby to miasto nie było, jak się zwykło mówić, zimową stolicą Polski, tylko centrum obcej i wrogiej Ziemianom cywilizacji.

  1. Dlaczego nie można kupić trzydniowego skipassu? Jednodniowy można, dwudniowy można, a trzydniowego nie można? Sześciodniowego zresztą też nie.
  2. Dlaczego na koniec drugiego dnia obowiązywania skipassu nie można go przedłużyć? Albo kupić jednodniowego na kolejny dzień?
  3. Dlaczego nikogo – policji, kontroli podatkowej itp. – nie interesują biznesy parkingowe w Kuźnicach? Jednego dnia parkowanie kosztuje 30 zł z dowozem pod kolejkę, następnego dnia pani mówi, że cena wzrosła do 40 zł, za to dowozu już nie ma. Paragonu też nie ma. Niczego nie ma.
  4. Dlaczego skipass – jak w normalnych ośrodkach – nie jest jednocześnie biletem skibusowym?
  5. Dlaczego bilety na kolejkę można kupować albo w trzygodzinnej kolejce albo w dziesięciominutowej kolejce za jakieś 10 zł więcej?
  6. Dlaczego na nabytych w ten sposób skipassach pani pisze flamastrem konkretną godzinę wjazdu, skoro nikt tego potem i tak nie sprawdza?
  7. Dlaczego ratrak ubija jedną dziesiątą stoku?
  8. Dlaczego skipassy nie tanieją znacząco po zamknięciu Goryczkowej, gdy zostaje Gąsienicowa?
  9. Dlaczego nie dość, że restauratorzy uważają, że fajnie jest jeść przy kapeli góralskiej, to jeszcze w dniu jej występu każdy musi dopłacić parę zł do rachunku?
  10. Dlaczego mimo wszystko chce się tam jeszcze wracać?

received_10208867678997178

19.04.2017
środa

Ubekistan sprzątnął Petru i inne odkrycia

19 kwietnia 2017, środa,

„Gazetę Polską” wypełniają teksty ciekawe, ciekawsze i te poza skalą. Perłą w tej ostatniej kategorii jest felieton Jerzego Targalskiego „Kto kogo rozliczy”, będący ozdobą bieżącego numeru tego coraz mniej niestety poczytnego periodyku.

„Na przełomie września i października ub. r., w ogródku kawiarni w Żywcu wysoki weteran MSW zapewniał niższego rangą przedstawiciela resortowej rodziny: >>Za rok to już się skończy<<”. Można z tego wnioskować, iż próba ostatecznego obalenia rządu nastąpi po Świętach” – analizuje Targalski.

Co było wstępem do próby obalenia rządu? Obalenie Nowoczesnej, co wiemy także dzięki Targalskiemu: „Wstępem była decyzja bezpieki o likwidacji Nowoczesnej”. Po likwidacji Nowoczesnej przyszedł czas na „psychologiczne uderzenie sondażami”.

Następnie – trzymacie się jeszcze jakoś moi biedni czytelnicy? – „Ubekistan pogroził ustami profesora Śpiewaka”, że „PiS-owcy zostaną wycięci”, co miało według Ubekistanu przestraszyć i zdemobilizować przeciwnika.

Reszta felietonu Targalskiego nie oferuje nawet tych pozorów logiki, którą dają niekiedy paranoiczne teksty i w które obfituje pierwsza połowa artykułu. Autor zerwał więzy z gramatyką i, uwolniony od brzemienia reguł polszczyzny, pisze tak: „Zaczęło się więc kunktatorstwo, dostosowywanie się i udawanie w złudnej nadziei, że jak się będzie potulnym, zachowa się wokół siebie bezpiekę, a niektórzy zaczęli nawet słać listy z przeprosinami do WSI, to pozostaną na stanowisku, trzeba tylko wyrzucić za burtę groźnych dla Targowicy i Ubekistanu”.

Mamy, coraz bardziej bezradni, do czynienia z ciągiem luźno powiązanych słów, jakby autora poza rozumem opuścili także redaktorzy i dział korekty.

css.php